poniedziałek, 3 marca 2014

RELACJA: Masturbator (Pub Korba, Katowice, 27.02.2014)

Nie miałem w planach napisania relacji z tego wydarzenia, ale jego niepowtarzalność kazała mi chwycić za klawiaturę. Na usta ciśnie się więc zasadnicze pytanie: czy było piekło? Było, lecz jedynie w rozmiarze S.

W drodze do jakże uroczego pubu na ul. Złotej pomyślałem, iż może to być najlepszy koncert, na jakim byłem w tym miejscu. I nie tylko potwierdziły się moje przypuszczenia, lecz w dodatku mogłem powiedzieć, że lepiej się w tym roku na żadnej imprezie muzycznej nie bawiłem. Co prawda słowa te straciły swą ważność już ponad dobę później (Dwa Sławy w Krakowie), ale i tak mówią wiele o atmosferze, jaką dało się w ubiegły czwartek odczuć.

Przyjazd poznaniaków do Korby, do której przyszło na tę okazję nie więcej jak kilkanaście osób, nie był może idealną okazją, by przekonać się na własnej skórze o prawdziwym fenomenie Masturbatora (występ przed szerszą – najlepiej jarocińską, choć niekoniecznie – widownią dużo dokładniej by to zobrazował), ale na pewno odpowiednią, by zrozumieć słuszność jego istnienia. Bo dopiero na żywo widać, jak umiejętnie i zgrabnie zespół operuje pastiszem, co chwilę puszczając do słuchacza oko.

Koncert jako czarna msza i odprawienie rytuału, stylóweczka na diabła, satanistyczne okrzyki, pytania i pogróżki między utworami – ja to kupuję, tym bardziej, iż prócz całej autoironicznej i bezpretensjonalnej otoczki panowie po prostu dobrze łoją, grając muzykę wpadającą w ucho i o co najmniej solidnych fundamentach. Tylko taki mariaż mógł sprawić, że spośród dziesiątek takich "małych" koncertów akurat ten zapadnie mi szczególnie w pamięci.

50 minut wystarczyło, by zaprezentować 16 numerów, z których wiele znajdzie się na następcy jedynego do tej pory albumu Czy jest tu piekło. Wstrzymam się z oceną świeżynek do czasu oficjalnego ich wypuszczenia, lecz mogę powiedzieć, że podkręcone tempo w wielu z nich wyjdzie tylko na dobre.

Wieczór ten zapamiętam dodatkowo jeszcze z dwóch powodów. Pierwszy to afterparty w towarzystwie muzyków, z naciskiem na możliwość ucięcia sobie dłuższej pogawędki z wokalistą Vithorem i dowiedzenia się kilku ciekawych informacji o zespole. Drugi, dużo mniej ciekawy, to prawie 2-godzinna piesza podróż do domu z powodu braku możliwości powrotu komunikacją miejską. Ponoć są widoki na to, że poznańscy sataniści za niedługo ponownie odwiedzą Korbę, więc życzę sobie, by ten następny koncert – zakładając w nim mój udział – kojarzył mi się już tylko z samymi pozytywami. Członkom Masturbatora zaś życzę, by frekwencja, czyli zarazem piekło, przybrało znacznie większe rozmiary.

Setlista:
1. Intro
2. Amfibia
3. I wish you die
4. Michał
5. Wieczne potępienie
6. S.K.C.D.
7. Ofiara
8. Destruction
9. Szatan królem Polski
10. Dead
11. Lucyfer
12. Ratzinger
13. Zatruta krew
14. Masturbator
15. Czy jest tu piekło
Bis:
16. Lisu bas [nazwa robocza utworu z początków działalności grupy]

1 komentarz:

  1. Hail! Podpisuję się pod tą zacną relacją kopytami, rogami i ogonem! ;-)

    OdpowiedzUsuń