poniedziałek, 10 marca 2014

RELACJA: Dwa Sławy (Prozak 2.0, Kraków, 28.02.2014)

Dwa Sławy. Moi ulubieńcy, których nie mogłem pominąć, tym bardziej, że tak rzadko koncertują. Zaprowadziło mnie to do krakowskiego Prozaka 2.0, klubu tak hype'owanego, ponoć tak wspaniałego, że aż nie wiedziałem, czy ja, szary człowiek, jestem godzien się tam znaleźć. Zaryzykowałem.

Klub okazał się całkiem ciekawym miejscem, lecz spotkała mnie jedna przykra niespodzianka: dźwięk. Nie przypominam sobie imprezy, na której było równie tragiczne nagłośnienie. Poziomy mikrofonów wskazywały chyba już czerwone kreski na konsolecie, a bity były ledwo słyszalne. Na Dwóch Sławach było jeszcze jakoś przyzwoicie, ale im wcześniej, tym gorzej. Zaskakujący przy tym jest dla mnie zaś fakt, że ów klub znalazł się na drugim stopniu podium Munoludów w kategorii Klub Roku Polska. Wiedziałem o tym już przed owym piątkiem, więc wzbudziło to tylko dodatkowe zaciekawienie. No ale skoro to klub słynący z eventów elektronicznych, to może na takowych jest lepiej? Nie trzeba kombinować z dostosowaniem poziomów muzyki i dwóch mikrofonów, więc można mniej spieprzyć. Dużo ciekawego się w Prozaku dzieje, więc kiedyś to sprawdzę.

No ale nagłośnienie to jedno, ogólne wrażenia z eventu to drugie. Te już były odmienne.

Dombek. Jego występ jest dla mnie poniekąd zagadką. Gość był dla mnie kompletnym anonimem, na żywo nie porwał mnie kompletnie, wydawał mi się nijaki, miał problemy z przyspieszeniami... mówiąc wprost: marzyłem, by jak najszybciej zszedł ze sceny (na całe szczęście grał tylko 20 minut). Po powrocie do domu zaświtała mi jednak w głowie myśl, by sprawdzić, co oferuje w wersji studyjnej. Przesłuchałem jego EP-kę z EnZU Fast food na wolno i moje zaskoczenie sięgnęło Zenitu zenitu. Pozytywny klimat aż wylewał się z głośników, a sam gospodarz wydawał się zupełnie innym zawodnikiem. Blisko 10 razy przesłuchałem Fast fooda..., a już po bodaj trzecim razie wiedziałem, że muszę odezwać się do Dombka z chęcią kupienia krążka. A pomyśleć, iż gdyby rzucany na koncercie digipack leciał w moją stronę, to albo bym się uchylił, dając innej osobie szansę, albo bym złapał i komuś przekazał. Widzę potencjał, zatem mam szczerą nadzieję, że za jakiś czas uda mi się ponownie gdzieś na niego trafić. Byle nie w Prozaku 2.0.
A, widzę w sumie jeden pozytyw jego występu: kawałek Mów na samplu z bardzo lubianego przeze mnie kawałka Krystyny Prońko Specjalne okazje. Aż się szeroko uśmiechnąłem, gdy poleciał.

Oxon. No, ten już dla mnie anonimem nie był, a i markę już jakąś ma. Potencjał również. Z nim będzie mu jeszcze łatwiej. Z Oxonem na scenę wyszedł jakiś Arab. A nie, sorry, to był Revo. Gdyby nie został przedstawiony, to za cholerę bym go nie poznał, chyba za bardzo pamiętam jego wygląd z okładki Rozmowy kwalifikacyjnej (swoją drogą tytułowy kawałek z tego nielegala to mój numer jeden z ubiegłego tygodnia). Revo nie był zwykłym hypemanem, bardziej takim dobrym duchem #jebanycasper.
Wracając do krakowskiego rapera – trafiło mu się już trochę bardziej ogarnięte nagłośnienie, przez co odbiór koncertu był automatycznie lepszy (choć i tak niewiele lepszy), ale te wynikające z nie jego winy minusy nadrobił skillem i scenicznym obyciem. Dostał aż 50 minut, które dobrze wykorzystał. Nie w stu procentach, bo zdarzało mu się zapomnieć tekstów, ale mimo tego dało się odczuć solidność, której się oczekuje. Numery takie jak Skacz pod sufit, Baw się, Rozwal boxa (bity Hocus Pocus zawsze na propsie), jak się okazało, były dla mnie tylko przygotowaniem do punktu kulminacyjnego, czyli utworu, którego, owszem, mogłem się spodziewać, ale nie spodziewałem się w takiej wersji, która chodziła mi po głowie. Mowa o numerze Słuchaj mnie w remixie Mario Kontrargumenta. Oszalałem, gdy usłyszałem ten bit i pierwsze wersy. Tego właśnie było mi trzeba. Oxon zatem na plus.

Dwa Sławy. Najbardziej doceniani artyści w Polsce. Przeze mnie.
W czerwcu w Żaczku działo się TAK. Wtedy byłem dopiero na etapie poznawania owego duetu, teraz zaś mniej mogli mnie zaskoczyć, bo dokładniej wiedziałem, czego mogę się spodziewać, ale żaden to minus, jeno dygresja.
W oczekiwaniu na główne danie rozgrzewkę przeprowadził dwusławowy dyskdżokej i zarazem talent czystej wody, DJ Flip, a gdy do młodego łodzianina dołączyli dwaj starsi, na których wszyscy czekali, to wiadomo, zaczęło się szaleństwo. Sławy zaczęły – co powinienem był wcześniej przewidzieć – od Bą bą bą, mojego ulubionego obecnie ich utworu. I swoją drogą ich najlepszego, taka prawda. Gdy pierwsze emocje opadły, nastąpiła część setlisty, którą już znałem, ale z drobnymi zmianami w postaci tracków Mi to ryba!, Kurz kurz (w spisanej poniżej setliście ze znakiem zapytania, bo chyba się wtedy zamyśliłem i nie mam stuprocentowej pewności, czy akurat to był ten numer, w sumie trochę głupia sprawa), a przede wszystkim momentu, gdy Rado i Astek zamienili się na parę minut w Dwa Swagi. Po cichu liczyłem, iż zagrają właśnie #SWAG na bicie Szopsa, lecz nie sądziłem, że to się ziści. A już na pewno nie spodziewałbym się WNM, solo Astka, które ten wykonał na bisie. Najlepszym momentem był chyba jednak premierowy numer z nadchodzącej płyty, Gettin' money. Sztos do kwadratu, który przy okazji pokazał zdolności producenckie DJ-a Flipa. Co do produkcji właśnie, to można było usłyszeć kilka tracków z niestandardowymi podkładami: Koniec świata na bicie z Chuj nie funk składu Polskie Karate, Unplugged na bicie z Guess Who's Back Rakima, inny instrumental miał też kawałek Suń się. Nietrafiony dla mnie zabieg, no ale co zrobić.
Nie samą muzyką człowiek żyje na koncertach, potrzebna jest też chwila wytchnienia pomiędzy numerami, a między tymiż Jarosław i Radosław oferują tony słegu żartobliwych tekstów i prób kontaktu z publiką. I świetną dwusławową spontaniczność. – O, Monia robi zdjęcia. Monia, mamy papieroski? – Astek tym follow-upem do wywiadu z Rap Addix z mocno podchmielonym Laikiem na czele zaprezentował swoją zawsze wysoką formę. A jako że w takiej formie był również jego kompan, to przy ocenie ich występu na myśl i usta cisną się słowa związane z zachwytem. Po czasie żałuję, iż po koncercie nie podszedłem do Sławów z pytaniem, czy grają lub też czy jest szansa, by zagrali kiedyś 6 stóp 7 stóp (swoją drogą oryginalny kawałek Lil Wayne'a na tym bicie leciał podczas warm-upu DJ-a Gimbusa DJ-a Flipa). Swoją drogą2 po imprezie byłem tak głodny, że zjadłbym całą Wellman.

Setlista:
1. Bą bą bą
2. Nie wiem, nie orientuję się
3. Nieśmiertelna nawijka dwusławowa
4. List motywacyjny
5. Wysoka kultura jazdy
6. Know how
7. Pięknie kurwa pięknie
8. Gettin' money [premierowo zagrany kawałek z nadchodzącego albumu]
9. Suń się
10. Om nom nom
11. W 3 dupy (Polskie Karate feat. Dwa Sławy)
12. Koniec świata
13. Mi to ryba!
14. Unplugged
15. Dorota Gardias
16. Kurz kurz?
17. #SWAG
18. Absztyfikanci.ds
Bis:
19. WNM
20. Bą bą bą

0 komentarze:

Prześlij komentarz