poniedziałek, 21 października 2013

W oczekiwaniu na One Love Sound Fest 2013: Dub Incorporation


Na One Love jeździłem póki co w latach 2009-2011. Przed edycją z 2011 r. pisałem na blogu, iż jest to "jeden z zaledwie dwóch obowiązkowych dla mnie festiwali, na których co roku muszę się pojawić (drugim jest Tauron Nowa Muzyka)". Trochę się tym tekstem wkopałem, gdyż w ubiegłym roku nie byłem ani na jednym, ani na drugim. Powód był ten sam: nie czułem tej atmosfery oczekiwania i pewnego podniecenia związanego z tymi wydarzeniami. W przypadku One Love odczuwałem to bardzo mocno, co tydzień odkładałem decyzję o kupnie biletu, a na parę dni przed festiwalem nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że jechałbym do Wrocławia na siłę. Za cholerę nie spodziewałem się takiej sytuacji.

W tym roku na szczęście wszystko wróciło do normy i onelove'owe emocje znowu we mnie silnie tkwią. Jeszcze miesiąc i dwa dni. Nie mogę się już doczekać.

O tegorocznej, jubileuszowej, bo 10. edycji napiszę więcej w zapowiedzi, a póki co mentalnie przygotowuję się do imprezy, słuchając Dub Incorporation, gwiazdy OLSF 2011. W chwili obecnej nie znam jeszcze dwóch ostatnich albumów grupy (włączę je po wrzuceniu tego wpisu), lecz i tak wątpię, że znajdę na nich coś, co zmieni moje zdanie, brzmiące następująco: utwory 1-4 z pierwszego albumu Diversité to najlepsze, co wyszło spod rąk Francuzów, oraz wyprzedzające inne kawałki o całą długość na tyle, że klękajta narody. Nie ma mowy o znudzeniu się poniższym zestawem.

My Freestyle:

Visions:

Life (feat. Tiken Jah Fakoly):

Rude Boy:

0 komentarze:

Prześlij komentarz