piątek, 25 października 2013

Gentleman's Dub Club musieli mi się spodobać, to pewne


Tydzień temu znajomy polecił mi Gentleman's Dub Club. "Dla mnie ekstra" – dodał. Słyszałem o nich dużo dobrego, ale nie słyszałem ich kawałków. O dziwo zespół sprawdziłem po ledwie czterech dniach, co jest dla mnie często nie lada wyczynem. "Dobrze, żeś mi ich polecił" – skwitowałem.

Bo spodobali mi się bardzo. Zacząłem od EP-ek: Members Only (2009) i Open Your Eyes (2012). Reggae, dub, ska, w kilku przypadkach nawet wobble (!). Wrażenia na mocną piątkę. Potem odsłuch fragmentów albumu FOURtyFOUR (2013), na którym więcej lekko dubstepujących momentów. Wrażenia nieco gorsze, bo na czwórkę, lecz to i tak dobra nota.

"Gusta mamy różne, czasem bardzo rozbieżne, ale w tym przypadku bylem spokojny, że Ci się spodobają". Nie pomylił się chłopak.

Czytam, że GDC łączą dub, reggae i ska z dubstepem. Takie określenie jest znacznym wyolbrzymieniem, gdyż są tu jedynie naleciałości dubstepowe, trudno mówić o tym gatunku wprost w odniesieniu do muzyki Brytoli. Z drugiej strony jednak sądzę, iż chyba do takiej postaci najprościej spakować opis dubowych dżentelmenów, więc nie będzie mi się otwierał nóż w kieszeni, gdy jeszcze raz tak gdzieś przeczytam lub usłyszę. Zresztą odłóżmy ten temat na bok, wy zaś posłuchajcie co nieco od bohaterów tego wpisu:

Fire:

High Grade:

Tough At The Top (feat. P Money):

Chronicles:


Czekam na ich koncert, potwierdzone info.

poniedziałek, 21 października 2013

W oczekiwaniu na One Love Sound Fest 2013: Dub Incorporation


Na One Love jeździłem póki co w latach 2009-2011. Przed edycją z 2011 r. pisałem na blogu, iż jest to "jeden z zaledwie dwóch obowiązkowych dla mnie festiwali, na których co roku muszę się pojawić (drugim jest Tauron Nowa Muzyka)". Trochę się tym tekstem wkopałem, gdyż w ubiegłym roku nie byłem ani na jednym, ani na drugim. Powód był ten sam: nie czułem tej atmosfery oczekiwania i pewnego podniecenia związanego z tymi wydarzeniami. W przypadku One Love odczuwałem to bardzo mocno, co tydzień odkładałem decyzję o kupnie biletu, a na parę dni przed festiwalem nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że jechałbym do Wrocławia na siłę. Za cholerę nie spodziewałem się takiej sytuacji.

W tym roku na szczęście wszystko wróciło do normy i onelove'owe emocje znowu we mnie silnie tkwią. Jeszcze miesiąc i dwa dni. Nie mogę się już doczekać.

O tegorocznej, jubileuszowej, bo 10. edycji napiszę więcej w zapowiedzi, a póki co mentalnie przygotowuję się do imprezy, słuchając Dub Incorporation, gwiazdy OLSF 2011. W chwili obecnej nie znam jeszcze dwóch ostatnich albumów grupy (włączę je po wrzuceniu tego wpisu), lecz i tak wątpię, że znajdę na nich coś, co zmieni moje zdanie, brzmiące następująco: utwory 1-4 z pierwszego albumu Diversité to najlepsze, co wyszło spod rąk Francuzów, oraz wyprzedzające inne kawałki o całą długość na tyle, że klękajta narody. Nie ma mowy o znudzeniu się poniższym zestawem.

My Freestyle:

Visions:

Life (feat. Tiken Jah Fakoly):

Rude Boy:

piątek, 18 października 2013

CO PRZEDE MNĄ: Koniec Świata (Leśniczówka, Chorzów, 18.10.2013)


Właściwie to nie wiem, czemu idę na ten koncert. Tego typu muzyki staram się unikać jak ognia, a przy okazji z coraz większym przekonaniem stwierdzam, że Koniec Świata i Enej są prawie po jednych piniondzach. Młodzieży licealnej wśród widowni będzie zapewne jeszcze więcej niż na Kabanosie i Zacierze dwa tygodnie temu.

No dobra, przekonało mnie towarzystwo i klimat Leśniczówki. W dodatku dzięki temu pierwszemu czynnikowi nie będę najstarszy w klubie. Dobrze jest mieć znajomych dobijających do trzydziechy!

czwartek, 17 października 2013

CO PRZEDE MNĄ: Kim Nowak (RajzefibeR, Katowice, 17.10.2013)


Wczoraj, godzina 13:25:
Usuwam to wydarzenie z Facebooka i Last.fm-a, stwierdzając, że 30 zł to kwota, którą szkoda mi wydawać na koncert zespołu braci Waglewskich i Michała Sobolewskiego.

Wczoraj, godzina 13:30:
Na pocztę przychodzi mejl z informacją, że wygrałem bilet, na twarzy zaś pojawia się szeroki uśmiech.

Dziś, godzina 19:00:
Przyznaję – średnio chce mi się iść na ten koncert. Czuję, że nie będę się bawić wyśmienicie, lecz nie nastawiam się na to, mimo wszystko po cichu licząc na zaskoczenie i postawienie dużego plusa temu eventowi. Wszak fakt, iż drugi album Kim Nowak zdążył mi się już znudzić (nie wspominając o debiucie), może okazać się argumentem-inwalidą w odniesieniu do potencjalnie zupełnie innych, tj. lepszych wrażeń towarzyszących występowi na żywo. I niech tak faktycznie będzie, proszę.

środa, 16 października 2013

5 utworów Kabanosa, które musisz usłyszeć


Za górami, za lasami, za siedmioma morzami, a konkretniej rzecz ujmując w Piasecznie, niedaleko Warszawy spotkało się dwóch inaczej myślących ludzi, obdarzonych bezczelnym poczuciem humoru. Zenon Danon (obecnie Kupatasa) i Zbigniew Szajbner zaczęli swą znajomość w podstawówce i normalni z pewnością nie byli. Zafascynowani filmami Stanisława Barei, kultem kaszanki, potęgą wódki i niesamowitą charyzmą panów spod budki z piwem, zaczęli zmieniać głosy i na potrzeby beztroskiej zabawy, stworzyli sobie alternatywną osobowość żula. W pewnym momencie stwierdzili, że jest to za mało głupie i wpadli na pomysł, by zrobić coś naprawdę absurdalnego. Tak właśnie powstał zespół Kabanos.
– cytat z oficjalnej strony zespołu Kabanos

Słuchałem Kabanosa przed koncertem, by lepiej tych debili ową grupę poznać, słuchałem na koncercie i słucham do dziś. Zbyt mocno zagnieździli się w mym umyśle.

Określenie ich muzyki jako "debilcore" wcale nie jest przesadą. Można wręcz powiedzieć, że jest do "listener-friendly debilcore" – przypominam, że Kabanos zdobył woodstockowego Złotego bączka sceny folkowej. Jeśli nie wiecie, dlaczego, to poświęćcie czas na pięć utworów Kabanosa, które musicie usłyszeć.

Miłego odbioru, hłehłe.

Ptaszek (z albumu Zęby w ścianę [2007])

Dobranocka (z albumu Flaki z olejem [2010])

Chmurki (z albumu Flaki z olejem [2010])

Klocki (z albumu Kiełbie we łbie [2012]):

Buraki (z albumu Kiełbie we łbie [2012]):

poniedziałek, 14 października 2013

ALBUM: Percival Schuttenbach - Svantevit


Swego czasu głośniej mówiło się o zakończeniu współpracy Donatana i Percivala (a konkretnie wczesnośredniowiecznego Percivala, pierwszego z dwóch pobocznych projektów PS, czysto folkowego) niż o postępie prac nad nowym wydawnictwem. Zamieszanie musiało jednak w końcu opaść, a na półkach zawitał Świętowit, główne bóstwo Ranów, Słowian połabskich.

Tymże właśnie Słowianom połabskim poświęcone jest 48 minut muzyki, którym trzeba przypisać określenie koncept albumu. W śpiewaniu pogańskich tekstów czwórkę wokalistów Percivala wspomagają zagraniczni goście: Maria „Masha Scream” Archipowa z rosyjskiej Arkony, Jan Vrobel z czeskiego Cruadalacha, a także kilku polskich. Pod względem muzyki jak najbardziej uzasadnione są skojarzenia z metalem z lat 80., co z dodatkowym eksperymentowaniem z progresywnymi brzmieniami oraz w połączeniu z oczywistą obecnością folku daje razem konkretny mięsisto-ludowy melanż, do którego muzycy Percivala zaprosili m.in. Pavla Zouhara (Silent Stream of Godless Elegy) czy Kamila Rogińskiego (R.U.T.A., Orkiestra Rivendell). Gości łącznie jest dziesięciu, więc mówienie o jakimś rozmachu jest raczej na miejscu.

Trzy pierwsze numery z albumu (Okrutna pomsta, tytułowy Svantevit oraz Satanael) znane już były z wydanej w grudniu ubiegłego roku EP-ki Postrzyżyny, ale na omawiany tu krążek przeszły drobny lifting i zostały lekko wypełnione. Można jednak odczuć wrażenie, iż dostało się trochę za mało świeżynek, albowiem CD zawiera ledwie 8 kawałków.

Nie zmienia to faktu, iż najnowsze dzieło Percival Schuttenbach to klasa sama w sobie (Leo Beenhakker z powściągliwą miną powiedziałby, że Svantevit reprezentuje international level) i zarówno grupa, jak i słuchacze powinny być z tego powodu dumni. Ciekawe, jak w innych krajach z czasem przyjmie się „nowa fala polskiego heavy folku”, jak określa się sam kolektyw.

niedziela, 13 października 2013

Bu – poznajcie go nieco bliżej


W środę wrzuciłem mój reflektorowy tekst o Skorupie, dziś pora na moje drugie i ostatnie wypociny z nowego numeru, tym razem o innym przedstawicielu MaxFlo – Bu.

sobota, 12 października 2013

RELACJA: Bracia Figo Fagot (Mega Club, Katowice, 10.10.2013)

Za spory sukces poczytuję sobie fakt, iż mimo bycia półżywym udało mi się jakoś przeżyć ten koncert. Fizycznie i mentalnie. Mentalnie nawet na tyle, że mogę co nieco o nim napisać, rozsiądźcie się zatem wygodnie w fotelach, rzucając okiem na 15 krótkich punktów:

1. Klub został solidnie zapełniony, część osób należycie się przygotowała (wąsy czy to prawdziwe, czy to sztuczne, no ale jednak wąsy!, styl na bogola itp.).
2. W powietrzu czuło się atmosferę radości, nie mogło być wszak inaczej.
3. Część supportową tu pominę, za mało mógłbym o niej powiedzieć.
4. W oczekiwaniu na wyjście bohaterów wieczoru publika Mega Clubu zaczęła skandować: "jebać cygana" oraz "kto nie skacze, ten cyganem, hop, hop, hop". Było to na swój sposób urzekające.
5. Jak już najlepszy polski duet muzyczny w końcu wyszedł na scenę, to zaczęło się nieopisane szaleństwo, które trwało do samego końca.
6. Tak jak przewidywałem (bez żadnego researchu), openerem był kawałek BFF, idealnie się do tego nadający.
7. Aż osiem numerów trzeba było czekać na Pisarza miłości, a pięć na Wóda zryje banie.
8. Bracia zagrali w całości nowy album Eleganckie chłopaki oraz najważniejsze piosenki z Na bogatości.
9. Jedyny wyjątek to brak obowiązkowych, wydawałoby się, Świnek i dam, czego nie potrafię zrozumieć.
10. Podczas Bożenki Fagotowi coś się poknociło z melodią, kilka razy nastąpiły jeszcze sekundowe przerwy w dostawie wszystkich dźwięków, a poza tym było w porządku.
11. Znajomość tekstów przez widownię spodziewana, ale i tak godna pochwały.
12. Ludzie tak energicznie się bawili, że nie dało się stać w miejscu, trzeba było przemieszczać się wraz z resztą.
13. Niezbyt trzeźwy Figo momentami również sprawiał wrażenie, jakby nie mógł ustać w miejscu.
14. BFF dali się namówić aż na trzy (!) bisy.
15. Koncert był na tyle wyśmienity, że zapamiętam go na długo, szkoda jedynie, że przeżyłem go na trzeźwo że nie mogłem cieszyć się nim tak jak inni.

Setlista:
1. BFF
2. Hot dog
3. Już polane stoi szkło
4. Gdybym zgolił wąs
5. Bujaj łbem do przodu
6. Wóda zryje banie
7. Bożenka
8. Pościelówa
9. Pisarz miłości
10. Jagiełło
11. Ballada o Stachu żołnierzu
12. Elegancja Francja
13. Piękna dziewczyno
14. Zobacz dziwko co narobiłaś
15. Pioseneczka o woreczku mosznowym
16. Wesele
BIS1:
17. Teresa
18. Bal jak bal
BIS2:
19. Disco commando
20. Pisarz miłości
BIS3:
21. Wóda zryje banie

czwartek, 10 października 2013

CO PRZEDE MNĄ: Bracia Figo Fagot (Mega Club, Katowice, 10.10.2013)


Nareszcie!

Aż nieco ponad rok minął od ostatniego koncertu Braci Figo Fagot, na którym byłem. Rok! Walaszek i Połać zdążyli w tym czasie nagrać kolejny album, ja zaś nie ja zaś dążyłem go przesłuchać i ocenić.

Wydane 5 dni temu Eleganckie chłopaki biją na głowę debiut, dlatego teraz koncerty BFF powinny być po dwakroć lepsze. Mam nadzieję, że tak faktycznie jest i że się o tym przekonam mimo rozpoczęcia zażywania antybiotyku i ogólnego osłabienia.

Jako support wystąpią jakieś noname'y o nazwie Shwagier & Shwagier. Czytam o nich właśnie:
"Duet złożony z muzyków projektu "Festiwal Muzyki Muzycznej - Powitajmy ich brawami", powstałego początkiem 2013 roku w Cieszynie. Grupa wykonuje największe przeboje polskiej muzyki we własnych aranżacjach oraz swoje autorskie utwory.
Tworzą go Grzegorz Kozioł i Jakub Żemła, czyli Shwagier & Shwagier."
Intuicja podpowiada mi, że to może być niezłe gówno, lecz obym się mylił, człowiek chory jest bardziej hejtogenny.

Niestety zbyt długo hodowałem brodę, by ją zgolić na koncert, zostawiając samego wąsa i czując się jak prawdziwy mężczyzna idący zobaczyć na żywo pisarza miłości oraz Schwarzennegera stojącego za keyboardem. Cóż, może następnym razem.

środa, 9 października 2013

Skorup – poznajcie go nieco bliżej


Siedzę właśnie nad transkrypcją wywiadu ze Skorupem, jest to więc dobra okazja do wrzucenia tekstu o gliwickim oryginale z nowego Reflektora (wyszedł w poniedziałek). Z perspektywy czasu stwierdzam, że może niepotrzebnie napisałem na końcu o dużej dawce beki, no ale trudno, słowa poszły już w świat.


Jest to również właściwy czas, bym odkurzył jeden z rankingów, który leżał niewykorzystany na dysku twardym – 10 moich ulubionych kawałków Skorupa.

10. Eldorado

9. Truposz

8. Wiersz

7. Musisz wiedzieć

6. Wiodę sobie

5. Pokój

4. Gdziekolwiek

3. Las to mój dom

2. Pakt (będziesz miał bracie)

1. Jestem tu (TRC Produkcja feat. Skorup)

Ciekawe, ile kawałków (o ile w ogóle) z nadchodzącego krążka wskoczy na tę listę.

PS Wywiad koniec końców ukaże się jedynie pisemnie za jakiś miesiąc w kolejnym zinie, wersji video nie będzie.

wtorek, 8 października 2013

ALBUM: Bracia Figo Fagot - Eleganckie chłopaki


Najbardziej oczekiwana polska płyta roku.
Oczekiwana zarówno przez świnki, jak i damy.
Zarówno przez prawdziwych mężczyzn z wąsem, jak i tych drugiej kategorii.
Zarówno przez cyganów oraz studentów (w końcu to jeden pies), jak i tych bez trwałej skazy.
Zarówno przez bogoli, jak i tych bez Jagiełły, Kazimierza czy Chrobrego w kieszeni.

Bracia Figo Fagot na poważnie podeszli do stworzenia kontynuacji wydanego w maju ubiegłego roku debiutu Na bogatości. Eleganckie chłopaki to album stojący dwa poziomy wyżej od poprzednika, a powodu tego należy upatrywać w głównej mierze w warstwie muzycznej, której kolosalny progres, pomysłowość i związane z nią różne smaczki (saksofon w Balladzie o Stachu żołnierzu, drum'n'bassowa perka w Już polane stoi szkło) mocno zaskakują. Nie należy też zapomnieć o odważnym odejściu od disco polo w Pościelówie, będącą naprawdę dobrym rockowym (!) numerem, w którym dodatku usłyszymy rap młodszego z braci.

Tekstowo trochę się zmieniło. Bo choć liryka wciąż oscyluje wokół alkoholu, świń, kopulacji, zdrady i banknotów, to szokuje fakt, iż na całej płycie tylko raz występuje słowo cygan i raz słowo tabor. Bracia Barłosiowie, dlaczego!?

Z wielkim smutkiem dostrzegłem dwa drobne minusy owego krążka. Pierwszym z nich jest zamykająca CD Pioseneczka o woreczku mosznowym, która sprawia wrażenie jakiegoś bękarta, drugim zaś efekt zmian w pierwotnych brzmieniach singli (Już polane stoi szkło, Elegancja Francja, Wóda zryje banie, Zobacz dziwko co narobiłaś) – rozumiem chęć dopracowania kawałków, lecz mam wrażenie, że na krążek weszły wersje delikatnie przepieszczone. No bo z drugiej strony – po co wypuszczać single, które są niedopracowane?

To jednak, jak już napisałem, ledwie minusiki. Nawet mimo ich obecności należy uznać Eleganckich chłopaków za najlepszy album w historii polskiej fonografii; album, który powinien zostać wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, a samych Braci dumnie wprowadzić do Rock and Roll Hall of Fame.

sobota, 5 października 2013

No to mam nową ulubioną płytę dubstepową


Po raz kolejny mogę zakrzyknąć: tego mi właśnie było trzeba!

Trzeba mi było tak mocno melodyjnej płyty dubstepowej.
Melodyjnej, a zarazem w dużej części zwyczajnie radosnej. Przez wiele minut również mrocznej.
Dubstepowej, lecz z domieszką drumstepu i electro house'u.

Nowy Datsik wchłonął mnie po całości. Let It Burn LP okazało się pewnym brakującym puzzlem wśród moich gustów i obecnych muzycznych poszukiwań, który póki co nie odrywa mnie od siebie.

Minusy? All Or Nothing to kalka z Katy On A Mission Katy B, zaś Buckshot to efekt przesłuchania się Skrillexem i jego Bangarang. To trochę irytujące, lecz tylko drobne zgrzyty, bo mimo wszystko nie umniejszają mej przyjemności z odbioru tych kawałków.

Mój numer 1? Closer To The Sun wyprodukowany wraz z Bais Hausem. Uzależniłem się od tego numeru.

Poniżej stream całego albumu, jest również download (choć nie taki szybki i prosty).


Po prostu that's sick.

piątek, 4 października 2013

CO PRZEDE MNĄ: Wódka i Zakąska Tour 2013 (Leśniczówka, Chorzów, 4.10.2013)


Kabanos – grupa, którą najcelniej charakteryzuje określenie debilcore.
Zacier – gospodarze Zacieraliów, czyli Festiwalu Twórczości Żenującej.

Udział w koncertach tych dwóch grup nie jest najzdrowszą rzeczą, jaką można zrobić – uszczerbek na zdrowiu psychicznym może zbyt długo dawać się we znaki, a i tak nie wiadomo, czy będzie on tylko chwilowy.

Odłóżmy jednak ten temat na bok. Koncerty to jedno, inna sprawa to miejsce imprezy. Nie przychodzi mi do głowy drugie tak osobliwe miejsce w regionie. Nie byłem w Leśniczówce na tyle dawno, że zdążyłem zatęsknić za nią i za jej klimatem. BARDZO. Sprawia to, że mam dziś podwójną radość z wyjścia na muzyczny event. Najlepiej standardowo z piwem w drodze z przystanku tramwajowego do klubu.

wtorek, 1 października 2013

RELACJA: After Tauron Nowa Muzyka Festiwal 2013: Fuck Buttons (Jazz Club Hipnoza, Katowice, 30.09.2013)

KRÓTKA relacja.

Momentami się zastanawiam, czy wyszedłem kiedyś z Hipnozy z większym bagażem emocji niż wczoraj. Skłonny jestem dać odpowiedź przeczącą, albowiem to, co dali wczoraj przeżyć Zan Lyons i Fuck Buttons, było czymś ponadwymiarowym.

Zan Lyons


Jakie to szczęście, że jednak zdecydowałem się na niego iść. Mrok, głębia, bas, hałas, afro, skrzypce, laptop, efekty. I efekt. Piorunujący. Z bólem serca przychodzi mi pisać o berlińczyku jako o supporcie, gdyż Zan Lyons zrobił własne show. Pragnę zobaczyć go raz kolejny na żywo, a zarazem żądam ponownego sprowadzenia go do Polski. 35 minut pozostawia niedosyt do teraz, a i pozostawiać będzie pewnie jeszcze długo. To fenomen, który spokojnie mógłby hedlajnerzyć jakiejś imprezie. Agencje eventowe – do roboty!

Fuck Buttons


Zan wysoko postawił poprzeczkę, lecz dla kurwa przycisków nie okazała się ona za wysoka. Przeskoczenie jej wydało się wręcz proste niczym wysiąkanie nosa (męczący mnie od tygodnia katar sam wymyślił to porównanie). Można uwielbiać Fuck Buttons za pojedyncze utwory czy całe albumy, ale dopóki nie zna się ich na żywo, dopóty jest się żałośnie ułomnym w próbie ocenienia możliwości tego duetu. Setlista obyła się bez absolutnie żadnych niespodzianek, ale to i tak nie zabijało uczucia podniecenia i wyczekiwania każdego kolejnego utworu. 75 minut Hunga i Powera to być może jedne z lepszych 75 muzycznych minut na deskach Hipnozy w tym roku.

Setlista:
1. Brainfreeze
2. Surf Solar
3. Colours Move
4. Olympians
5. Sentients
6. The Red Wing
7. Hidden XS
Bis:
8. Flight Of The Feathered Serpent