poniedziałek, 16 września 2013

Rozczarowanie imprezą Folk and Doom Metal Night (Rotunda, Kraków, 13.09.2013)


Miało być konkretne after party po grającej dzień wcześniej trójcy Finntroll-Týr-Skálmöld, miałem się świetnie bawić, miał być rozpierdol... gówno, nie rozpierdol.

Z naprawdę sporymi oczekiwaniami zmierzałem w piątek do Rotundy na Nonamen, Helroth, Lacrimę oraz Gods Tower. Wyszedłem z deka rozczarowany i raczej z poczuciem straty hajsu (na szczęście nie majątku – 22 zł). Dlaczegóż?

W dużym skrócie:
Nonamen
„Zadziorny, żeński wokal, bezkompromisowe gitary, eufoniczne skrzypce oraz mocna perkusja – oto siła muzyki Nonamen” – niestety siły tej nie dostrzegłem, a ów żeński wokal... no fajnie, że zadziorny, ale to jeszcze nie oznacza, że od razu przystępny. Nic specjalnego, nic ponad przeciętną. Do zapomnienia.

Helroth
Słuchałem ich przed przyjściem do Rotundy – stwierdziłem, że są całkiem ok. Nie wiedzieć czemu, na koncercie cała magia prysła. Brzmieli dość amatorsko, trochę chaotycznie, a growl panny dzierżącej flet powodował u mnie krwawienie uszu. Może po prostu tak mają na żywo, a być może muszę ich zobaczyć jeszcze raz przy innej okazji, a nuż efekt będzie inny, czytaj: lepszy. Bo nawet wtedy mieli przebłyski (Wataha).

Lacrima
Pokazała, jaka przepaść dzieli ich w porównaniu do poprzedników. Dało się zauważyć, iż na scenę w końcu wszedł ZESPÓŁ. I że 15-letni staż robi swoje. Występ zaliczam na plus, choć to wciąż nie było to, czego oczekiwałem po tym wieczorze, wypadało mi więc czekać na headlinera.

Gods Tower
Rozkładali się z dobre 40-50 minut. Przez to oraz przez wcześniejsze obsuwy zaliczyłem jedynie ok. pół godziny koncertu Białorusinów, ale to wystarczyło, żebym zrobili na mnie dobre wrażenie.

Minęły już trzy dni od tego wydarzenia, a ja dalej się dziwię, czemu nie przebiegło ono zgodnie z moimi wyobrażeniami. Następnym razem muszę uważać na te folki, doomy i inne takie.

8 komentarzy:

  1. Zastanawiam się czy byliśmy na tej samej imprezie... Mam też wrażenie, że nie do końca rozumiesz klimat np. Helrotha. Skrimy "panny dzierżącej flet" chyba mają być przerażające i mrożące krew w żyłach, nie rozumiem też co w ich brzmieniu określasz jako amatorskie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku Helrotha zawiniło też nagłośnienie, bo niestety zostawiało wiele do życzenia.

      Usuń
    2. Niby jaki klimat? I co on ma do rzeczy? Nie wątpię, że miały być przerażające, dla mnie jednak były przerażająco asłuchalne. Amatorsko, bo miałem wrażenie, jakbym widział grupkę osób, która wspólnie przygotowała jakieś utwory, a nie prawdziwy zespół. Wiem, że istnieją od niedawna, da się w nich dostrzec potencjał, więc nie skreślam ich całkowicie i chętnie zobaczę przy jakiejś następnej okazji.

      Usuń
  2. No, obsuwa na GT była wkurzająca, ale Białorusini dali przecież dobry koncert. Najlepsza z zestawu była bez dwóch zdań Lacrima. Ogólnie impreza udana - cztery kapele, tanio i w dobrym miejscu. Klimat był.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe, czy dostrzegłeś, drogi Autorze, że perkusistą Nonamen był ten sam człowiek, który gra w Lacrimie :) skreślasz cały zespół ze względu na wokal???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fajnie, że to ta sama osoba, tylko, litości, co z tego? Wokal + ogólne wrażenie.

      Usuń
    2. Coś więcej o tym ogólnym wrażeniu?

      Usuń
  4. Helroth jak na kapelę powstałą początkiem tego roku naprawdę daje sobie radę na żywo, więc cieżko ich porównywać z Lacrimą grającą 15 lat.

    OdpowiedzUsuń