poniedziałek, 30 września 2013

CO PRZEDE MNĄ: After Tauron Nowa Muzyka Festiwal 2013: Fuck Buttons (Jazz Club Hipnoza, Katowice, 30.09.2013)


Jeszcze kilka dni temu kojarzyłem ledwie jeden czy dwa utwory Fuck Buttons. Tauronowy after z tym duetem zbliżał się jednak nieustannie, zbliżał się też czas podjęcia decyzji o wybraniu opcji 'Wybieram się' na Last.fm-ie oraz 'Weźmie udział' na Facebooku. Rzut ucha na dyskografię, odkrycie nowych, interesujących kawałków i myśl: cholera, będzie warto. Tak, wybieram się. Tak, wezmę udział. Przy okazji bardzo szczęśliwie wygrałem wejściówkę na to wydarzenie.

Wczoraj jeszcze mówiłem, że idę tylko na kurwa przyciski, lecz coś mi dziś podpowiedziało, by posłuchać również Zan Lyons. Posłuchałem, idę na 20:00, głupio bym zrobił, odpuszczając.

Na zegarze 19:20, więc na mnie już czas.

sobota, 28 września 2013

Wkręciło mi się 'Wake Me Up' Aviciiego. Pora umierać


To nie miało prawa się wydarzyć.

Być może największy przebój tegorocznych wakacji. Jeden z hymnów tegorocznego Tomorrowlandu. Rzygałem już tym utworem, bezlitośnie go hejtując. No bo przecież ten kawałek jest NAJGORSZY.


Co tu właściwie Avicii odjebał – country house? folk house? Nurtował mnie jeszcze fakt, jak Aloe Blacc dał się namówić do udziału w tym przedsięwzięciu, ale stwierdziłem, że może akurat potrzebował paru dolarów. Najważniejsze pytanie jednak brzmi: za jakie grzechy? Jakim cudem Wake Me Up tak mi się mogło wwiercić w głowę i kazać się słuchać? Toż to szaleństwo i moralny upadek.
Oraz czas na kolejny repeat.

czwartek, 26 września 2013

Jest już pierwszy zwiastun filmu o Marvinie Gaye'u


Pamiętam, że jeszcze w zeszłym roku natknąłem się na newsa zapowiadającego powstanie filmu o Marvinie Gaye'u, bez dwóch zdań wybitnym wokaliście soulowym.

Film Sexual Healing (tytuł zaczerpnięty z nazwy jednego z największych hitów artysty) ma być historią przedstawiającą ostatnie, trudne lata Gaye'a, który zakończył swój żywot w 1984 r. z rąk ojca, dzień przed swoimi 45. urodzinami. Za reżyserię odpowiada Julien Temple, odpowiedzialny wcześniej za m.in. takie filmy jak: Sex Pistols: Wściekłość i brud (2000), Glastonbury (2006) czy Joe Strummer: Niepisana przyszłość (2007).

Pierwsze informacje mówiły, iż główną postać miał zagrać Lenny Kravitz, lecz ostatecznie w rolę wokalisty wcieli się Jesse L. Martin.


Może to i lepiej, zwiastun przekonuje mnie do tego aktora, do tego korzystnie wypada powyższe zestawienie obu twarzy. Filmowa zapowiedź przekonuje mnie również do jednego: MUSZĘ zobaczyć ten film. Niestety przyjdzie na niego trochę poczekać, bo w kinach pojawi się dopiero w kwietniu 2014 r., ale będzie na co czekać.

A dla Marvina Gaye'a ode mnie dozgonne pokłony za jego twórczość, a w szczególności za album What's Going On.

środa, 25 września 2013

ALBUM: Criminal Tango – W granicach rozsądku


Spodobali mi się na żywo, gdy w zeszłym tygodniu supportowali Nekromantix w krakowskiej Rotundzie. Spodobali na tyle, że nie miałem wyjścia – musiałem sprawdzić Criminal Tango w wersji studyjnej.

Mniejsza o wypuszczone przed dwoma laty demo Warszawscy bikiniarze – dema rządzą się swoimi prawami, więc odstawmy je na bok, a pochylmy się (na krótko, ale pochylmy) nad długogrającym, wydanym w lutym tego roku krążkiem W granicach rozsądku, który już przy pierwszym włączeniu łyknąłem bez zapity.

Album ów to niezwykle melodyjna i żywiołowa mieszanka punk rocka, rock’n’rolla i swingu ze szczyptą rockabilly. Całość dopieszczona jest przez wspaniałą trąbkę, będącą bez żadnych wątpliwości jednym z głównym atutów warstwy muzycznej. Teksty zaś utrzymane są w klimacie powojennej, bikiniarskiej Warszawy z lat 50. – zadymione bary i meliny, alkohol, kobiety, karty, no i uprawianie łobuzerki z kaszkietem na głowie i w krawacie w bomby atomowe.

W granicach rozsądku to wydawnictwo lekkie i smaczne w odbiorze, trzeba też dodać, że bardzo równe – brak tu utworu, który poziomem odstawałby od reszty. Warto się zainteresować tym, co prezentują stołeczniacy, a za przykład niech posłuży wam chociażby Ferajna Grubego:

czwartek, 19 września 2013

CO PRZEDE MNĄ: Necroparty no.4 (Rotunda, Kraków, 19.09.2013)


Kolejny wyjazd do Krakowa i kolejna wizyta w Rotundzie. Efekt naprawdę niemałego dylematu dotyczącego wyboru wydarzenia muzycznego na dziś.

Gdyby jeszcze kilka miesięcy temu ktoś mi powiedział, że pójdę na koncert Nekromantix czy też w ogóle na event psychobilly, byłbym skłonny posądzić go o braki w zrównoważeniu umysłowym. Życie jednak bywa przewrotne etc. etc. Może i nie czułem zupełnie klimatu tej muzyki, ale właśnie jako że psychobilly/rockabilly to rejony słabo mi znane i do końca jeszcze przeze mnie nieodkryte, to warto to zmienić, skoro jest okazja. Tym bardziej, że Nekromantix słucha mi się z coraz większą przyjemnością.

środa, 18 września 2013

John Newman - zapamiętajcie to nazwisko


Głos, który zachwyca i porywa.

John Newman światu dał się szerzej poznać przy okazji dwóch featuringów w kawałkach składu Rudimental...

Rudimental - Feel The Love (feat. John Newman):

Rudimental - Not Giving In (feat. John Newman & Alex Clare):

...by następnie pokazać pełnię swoich możliwości już pod własnym szyldem. Love Me Again, pierwszy singiel z nadchodzącego debiutanckiego albumu, szybko stało się hitem, w dodatku puszczanym w stacjach radiowych, ale to akurat nie powinno dziwić, bo – pomijając już potencjał komercyjny – utwór ten jest po prostu ZNA-KO-MI-TY.

Love Me Again:

Cheating, drugi singiel, to już niższa półka wrażeń, ale i tu widać, że Newman jest skazany na sukces i nie przepadnie w gąszczu pop gwiazdek.

Cheating:

Jego barwa głosu jest jednak zbyt nietuzinkowa.

Jeśli zaś muzycznie produkcje będą stały na podobnym poziomie, co te dwie powyżej, to możemy się spodziewać niezapomnianego debiutu płytowego. Prócz nazwiska bohatera tego tekstu zapamiętajcie też więc datę 14 października, gdyż wtedy krążek o nazwie Tribute trafi na rynek.

poniedziałek, 16 września 2013

Rozczarowanie imprezą Folk and Doom Metal Night (Rotunda, Kraków, 13.09.2013)


Miało być konkretne after party po grającej dzień wcześniej trójcy Finntroll-Týr-Skálmöld, miałem się świetnie bawić, miał być rozpierdol... gówno, nie rozpierdol.

Z naprawdę sporymi oczekiwaniami zmierzałem w piątek do Rotundy na Nonamen, Helroth, Lacrimę oraz Gods Tower. Wyszedłem z deka rozczarowany i raczej z poczuciem straty hajsu (na szczęście nie majątku – 22 zł). Dlaczegóż?

W dużym skrócie:
Nonamen
„Zadziorny, żeński wokal, bezkompromisowe gitary, eufoniczne skrzypce oraz mocna perkusja – oto siła muzyki Nonamen” – niestety siły tej nie dostrzegłem, a ów żeński wokal... no fajnie, że zadziorny, ale to jeszcze nie oznacza, że od razu przystępny. Nic specjalnego, nic ponad przeciętną. Do zapomnienia.

Helroth
Słuchałem ich przed przyjściem do Rotundy – stwierdziłem, że są całkiem ok. Nie wiedzieć czemu, na koncercie cała magia prysła. Brzmieli dość amatorsko, trochę chaotycznie, a growl panny dzierżącej flet powodował u mnie krwawienie uszu. Może po prostu tak mają na żywo, a być może muszę ich zobaczyć jeszcze raz przy innej okazji, a nuż efekt będzie inny, czytaj: lepszy. Bo nawet wtedy mieli przebłyski (Wataha).

Lacrima
Pokazała, jaka przepaść dzieli ich w porównaniu do poprzedników. Dało się zauważyć, iż na scenę w końcu wszedł ZESPÓŁ. I że 15-letni staż robi swoje. Występ zaliczam na plus, choć to wciąż nie było to, czego oczekiwałem po tym wieczorze, wypadało mi więc czekać na headlinera.

Gods Tower
Rozkładali się z dobre 40-50 minut. Przez to oraz przez wcześniejsze obsuwy zaliczyłem jedynie ok. pół godziny koncertu Białorusinów, ale to wystarczyło, żebym zrobili na mnie dobre wrażenie.

Minęły już trzy dni od tego wydarzenia, a ja dalej się dziwię, czemu nie przebiegło ono zgodnie z moimi wyobrażeniami. Następnym razem muszę uważać na te folki, doomy i inne takie.

niedziela, 15 września 2013

RELACJA: Blodsvept Over Europe Tour 2013: Finntroll + Týr, Skálmöld (Kwadrat, Kraków, 12.09.2013)


Długo i niecierpliwie wyczekiwałem tego wydarzenia z racji na Finntrolla – zespół będący jednym z ważniejszych w mojej młodości oraz uwielbiany przeze mnie nieprzerwanie do dziś. Nawet jeśli moje podejście do muzyki oraz muzyczne gusta ukształtowałyby się przez lata tak, że miałbym dziś nie po drodze z muzyką Finów lub z ciężkimi brzmieniami w ogóle, to pewnie z samego ogromnego sentymentu i tak bym przyjechał do Krakowa.

Na imprezę przybyłem trochę spóźniony, przez co opuściłem cały koncert składu Skálmöld, za to nie ominęła mnie już ani chwila z gigu Týra. Co prawda nie zrobiło mi się mokro z wrażenia, ale bardzo mi się te trzy kwadranse grania podobały, a trzy single z nadchodzącego albumu Valkyrja: Blood Of Heroes, Mare Of My Night, Another Fallen Brother okazały się solidną zachętą do sprawdzenia tegoż wydawnictwa. Dobra, dobra, nie po jednak ruszałem się z Katowic...

Finntroll. Oficjalnie widziałem ich po raz drugi na żywo. Oficjalnie, bo czwartkowy koncert w pełni przeżyłem, zaś o pierwszym, który odbył się w ramach Heidenfestu 2011 (również w Krakowie), muszę prędzej powiedzieć, że na nim po prostu byłem. Jechałem na ów festiwal z 38- czy 39-stopniową gorączką, przez co ¾ imprezy przesiedziałem w klubie Studio półżywy na schodach (co nie przeszkodziło mi wejść do oka cyklonu pod sceną podczas Slaget vid Blodsälv). Może i nie był to najrozsądniejszy ruch, jaki w życiu poczyniłem, no ale przecież nie mogłem odpuścić moich ukochanych fińskich trolli. I Turisas.

Odpuścić nie mogłem i tym razem (po drodze był jeszcze jaworznicki Metalfest, ale to już zupełnie inna bajka), za co bardzo sobie dziękuję. 1,5 godziny występu było absolutnie wybitne i trudno fakt ten kwestionować. Trolle skupiły się oczywiście na graniu kawałków z wydanego w tym roku krążka Blodsvept, do którego wciąż próbuję się przyzwyczaić, lecz w setliście znalazło się także sporo miejsca na starsze – mniej lub bardziej klasyczne – numery. Znalazła się nawet chwila na odsapnięcie od folkmetalowej młócki, gdy mniej więcej w połowie tych owych 90 minut Virta, klawiszowiec będący członkiem zespołu jedynie podczas koncertów, zagrał Intro z płyty Midnattens widunder, które było naturalną zapowiedzią Svartberga.

Całość świetnie uzupełnił wokalista Vreth, który w przerwach między kawałkami okazał się po prostu równym gościem, tworzącym przyjazną atmosferę zabawy, dodatkowo szacunek dla niego za naukę języka polskiego („zajebiście, kurwa!”).

Jedyny mój osobisty minus jest taki, iż po raz kolejny okazało się, że mój ulubiony finntrollowy kawałek nieprzerwanie od 10 lat, wymieniony już we wpisie Slaget vid Blodsälv, na żywo wypada zwyczajnie przeciętnie, czego nie mogę przeboleć.

Przyznaję, byłem tak zafascynowany, że nie pomyślałem, by ogarnąć setlistę, więc mogę jedynie wskazać, co zagrane zostało na pewno: Blodsvept, Solsagan, Mordminnen, Ett folk förbannat, Slaget vid Blodsälv, En mäktig här, Intro, Svartberg, Trollhammaren, Nattfödd, Jaktens Tid, Under bergets rot oraz co jeszcze zostało prawdopodobnie zagrane: Nedgång, Skövlarens död, Skogsdotter, Häxbrygd, När Jättar Marschera.

piątek, 13 września 2013

CO PRZEDE MNĄ: Folk and Doom Metal Night (Rotunda, Kraków, 13.09.2013)


Blogowy nieogar jeszcze trochę potrwał, dlatego nie wrzuciłem nawet zapowiedzi wczorajszego koncertu Finntrolla, którego poprzedzali Týr i Skálmöld. Na tych ostatnich nie zdążyłem, Finntroll rozjebał, Týr również, ale jednak trochę mniej, a dziś swego rodzaju after party, gdyż pozostaję w dużej mierze w klimatach folk metalu, z czego się zresztą bardzo cieszę - brakowało mi takiego napierdalania na żywo.

A napierdalać dzisiejszego wieczoru będą polskie Nonamen, Helroth i Lacrima oraz goście-headlinerzy z Białorusi, Gods Tower. Czekam może nie z ręką w majtach, no ale czekam, jest na co.

Swoją drogą uświadomiłem sobie właśnie, że Rotunda to bodaj jedyne bardziej znane koncertowe miejsce w Krakowie, w którym jeszcze nie byłem. Hm.

czwartek, 5 września 2013

Jeszcze większe czekanko na 'Nie-EP' Junesa


Dwa tygodnie bez wpisu to nie jest coś, czym się mogę pochwalić, ale natłok zawodowych spraw spowodował taki właśnie stan rzeczy. Wszystko już jednak wróciło do normy, więc ja mogę zająć się znowu pisaniem, a wy możecie spuścić zasłonę milczenia na tak długą przerwę.

**********

Już w tym wpisie ogłaszałem czekanko na album Junesa, a po dorwaniu w zeszłym tygodniu maxi singla To-nie-tak uczucie to zostało spotęgowane.

„Dziś na pętlę podkładam ładunki emocji” - ten cytat z tytułowego numeru chyba idealnie oddaje klimat rapu MC z Rap Addix, zaś kolejnych trzech zbiorów owych ładunków słucham z dużą częstotliwością:




Niech ten nadchodzący longplay już wyjdzie, może on być tym, czego mi właśnie potrzeba, co jest zarazem dość zaskakujące, biorąc pod uwagę mój odbiór Junesa po krążku Nie uciekniesz Rap Addix.