środa, 10 lipca 2013

Wiedziałem, że w końcu trafię na jakiś arcypojebany kawałek Dick4Dick, czyli WARTO: D4D - Love Is Dangerous


Dicki nie są dla mnie nowością, znałem część ich twórczości już od paru lat, wiedziałem zatem, na co ich stać. Niedawno jednak zagłębiłem się bardziej w ten temat, trafiając właśnie na Love Is Dangerous z krążka Who's Afraid Of?. To dla mnie taki wręcz casus Maryli Rodowicz – głowa znowu wydaje się za mała w konfrontacji z muzyką.

Bębny, wokal z autotune'em, zsamplowane uderzanie piłeczki ping-pongowej, pojawiające się nawet pianino i wobble... NO I TEN SAKSOFON! Ten utwór jest chyba dla obłąkanych. Ja zaś z nim w tle mógłbym być na parkiecie królem disco.

0 komentarze:

Prześlij komentarz