środa, 26 czerwca 2013

W końcu trafiłem na polskie gorące disco, które tak bardzo pragnąłem znaleźć


Dwa miesiące temu wrzuciłem na bloga mix Galusa skrojony z fragmentów polskich utworów z lat 60.-80. wydanych na winylach Polskich Nagrań Muza i Pronitu. Żałowałem i żałuję dalej, że nie ma tracklisty, bo poznałbym co najmniej kilka numerów, których wycinki mnie intrygują, a najbardziej to chyba gorące disco w 22:29.


Zagadka się wyjaśniła. Wszystko dzięki temu, że wczorajszego wieczora miałem ochotę posłuchać pewnego nagrania.


KLASYK, WIADOMO.

Co się działo w mojej głowie, gdy usłyszałem tak pożądany utwór, być może niektórzy będą sobie w stanie wyobrazić. Dziwi, a zarazem martwi mnie jednak pewna rzecz – w lutym słuchałem tej piosenki wiele, wiele razy i mimo to nie zapamiętałem jej intra. Co więcej, w chwili usłyszenia go w galusowym miksie nie miałem nawet myśli "zaraz, zaraz, przecież skądś to znam". Cóż, nie ma co się dłużej nad tym rozwodzić, kiedy finał okazał się tak szczęśliwy.

Swoją drogą Nic nie może wiecznie trwać spokojnie mogę nazwać jednym z najlepszych utworów w historii polskiej muzyki rozrywkowej. I mam nadzieję, że akurat on będzie trwać wiecznie.

1 komentarz:

  1. Wiedziałem, że to(te) ucho to sampli skądś znam. A to przecież producent nadchodzącej płyty MEdium:)

    OdpowiedzUsuń