czwartek, 30 maja 2013

Ursynalia 2013 jako przykład totalnej antyorganizacji festiwalu, ale i tak na niego jadę, czyli CO PRZEDE MNĄ: Ursynalia 2013 (Kampus SGGW, Warszawa, 31.05-2.06.2013)


Niech grafiką poglądową tego wydarzenia będzie powyższe logo, a nie plakat, bo musiałby on wyglądać mniej więcej tak:

No dobra, ciężko ten obrazek nazwać plakatem, ale załóżmy, że taką funkcję miał on pełnić. I nie czepiajmy się organizatorów Ursynaliów o takie szczegóły, bo na sumieniu mają dużo cięższe grzechy: zaniedbania, składania fałszywego świadectwa czy niemiłowania bliźniego.

To naprawdę cud, że impreza się odbędzie. Najpierw gruchnęła wiadomość o odwołaniu przez ZZ Top koncertu z winy organizatorów, parę dni temu podobna sytuacja wyszła w związku z występem Bad Religion (nie wiem, jak teraz, ale wczoraj według organizatorów rozmowy z Kalifornijczykami wciąż trwały, JA, MMM, NO NA PEWNO). Przy okazji Eska Rock wydała oświadczenie, że wycofuje się ze sponsorowania festiwalu, a dodatkowo padła informacja, iż wątpliwy jest występ Steve'a Aokiego, który ponoć w ostatniej chwili zażądał wyższej stawki. Dzięki temu wszystkiemu moje wkurwienie wciąż sięga zenitu, bo owa trójka była w mojej najbardziej oczekiwanej szóstce tych Ursynaliów.

Inna sprawa to opierające się w wielu momentach o żałość tłumaczenia, oświadczenia i próby udobruchania festiwalowiczów z potencjalnym nadciśnieniem. Organizatorzy przepraszają, proszą o wybaczenie, są poszkodowani, bo wszyscy rzucają im kłody pod nogi. Ciekawa postawa, ale raczej mało kto ją kupi. I dobrze. Co prawda padły nawet słowa o częściowym przyznaniu się do winy, tylko co z tego?

Zresztą wcześniej administratorzy fanpage'a też się nie popisywali: nieogłoszenie trzeciego headlinera, praktycznie brak kontaktu z piszącymi, ciągłe ich zwodzenie, zmienianie tematu i kasowanie niewygodnych komentarzy.

Szczytem tupetu - a może i totalnej abstrakcji? - był dziś wpis na Facebooku: "Mamy dla Was niespodziankę! Motörhead i Bullet for My Valentine są już w Warszawie, w hotelu!". Nie przesadzę, mówiąc, że z jakieś 40 sekund bez przerwy śmiałem się z tej niespodzianki, za którą prawdopodobnie powinniśmy być wdzięczni. Nie wiem, co za cepy odpowiadają za ursynaliowy fanpage na Facebooku, ale przykro się to czyta. Proponuję teraz wtargnąć z buta do pokojów obu kapel i związać do momentu ich występów, żeby oba składy się nie rozmyśliły i nie spierdoliły, dowiadując się na przykład, że ostatnia rata za koncert jakimś trafem jeszcze nie znalazła się na koncie, bo chwilowo nie ma na to pieniędzy.

Gdyby nie to, że najbardziej jara mnie Enej zobaczenie na żywo Motörheadu jest czymś, o czym nawet nie śniłem, to już od dawna szukałbym możliwości zwrotu karnetu, jednak stary pryk Lemmy i jego dużo młodsi koledzy są zbyt silnie przyciągającym magnesem. Z wielką chęcią zobaczę też Parkway Drive, Royal Republic i Five Finger Death Punch, a z ciekawości także i innych, którzy mogą mnie pozytywnie zaskoczyć. Na to liczę, bo po części nie mam innego wyjścia.

Na wszelki wypadek będę w stałym telefonicznym kontakcie ze znajomymi, żeby pytać ich, czy któryś kolejny wykonawca nie odwołał swojego występu. Tak będzie bezpieczniej.

A tak z drugiej strony patrząc - bardzo możliwe, że po koncercie Motörheadu całe ciśnienie zejdzie nie tylko ze mnie, ale i z większości bawiących się na terenie kampusu SGGW osób. Bo mimo tego wszystkiego, co napisałem wyżej w tym poście, impreza nie musi być porażką, i co więcej - sądzę, że prędzej wrócę z Warszawy zadowolony niż zawiedziony.

Nowe życie

Zapowiadałem zmiany, więc oto i są. Kolejny poziom wyżej.

Ile godzin spędziłem nad szukaniem odpowiedniego wyglądu, testowaniu, grzebaniu w kodzie HTML i CSS, żeby osiągnąć zadowalający efekt, to nawet nie zliczę. Ważne jednak, że było warto.

piątek, 24 maja 2013

WARTO: Trochę starego węgierskiego rocka

Starego węgierskiego rocka od mniej więcej trzech tygodni słucham nieprzyzwoicie często. Mam wrażenie, że ze świecą szukać osób, które siedzą w tym temacie głębiej. Doceniam tę muzykę już długi czas, ale teraz to stałem się jej pełnowartościowym fanem. Jasne, do nadrobienia mam jeszcze sporo, ale chętnie stopniowo będę uzupełniać zaległości.

wtorek, 21 maja 2013

Jak Hydrozagadka dała mi kilka podpowiedzi


TAK, dobrze widzicie w tytule wpisu nazwę filmu, a nie jakąś związaną z muzyką.

NIE, nie zmieniłem profilu bloga i nie zacząłem pisać o kinematografii.

piątek, 17 maja 2013

CO PRZEDE MNĄ: Dope D.O.D. (Kwadrat, Kraków, 17.05.2013)


Jeszcze nie odespałem środowej wyprawy do Warszawy na Major Lazer, a tu już zbliża się kolejny mocny event.

niedziela, 12 maja 2013

WARTO: Super Love - Oh, Why


Niecałe 1,5 miesiąca temu wrzuciłem na bloga utwór Ann Peebles jako "jeden z najpiękniejszych znanych mi, a zarazem ulubionych utworów soulowych". Do tego grona mogę bez wątpienia zaliczyć również Oh, Why szwajcarskiej grupy Super Love.

czwartek, 9 maja 2013

Wkrótce zmiany!

Prowadzone są właśnie prace nad kilkoma istotnymi zmianami na blogu.

Odświeżenie strony jest niezbędne - to miejsce musi się rozwijać, musi lepiej wyglądać, musi być bardziej atrakcyjne. Najprościej mówiąc: musi wskoczyć na wyższy poziom. Wciąż daleki od najwyższego, ale wyższy.

Myślę, że deadline do końca maja jest realny, tak by od czerwca chętniej odwiedzało się Trencztown, także mnie samemu.

wtorek, 7 maja 2013

poniedziałek, 6 maja 2013

WARTO: Jon Hopkins - Open Eye Signal


Jon Hopkins podkręca tempo, serwując nam soczyste techno/IDM. Miał on już co prawda w swojej karierze kilka wynurzeń szybszych niż ambient/downtempo/chillout, ale tylu BPM-ów to się po nim nie spodziewałem.

sobota, 4 maja 2013

SAMPLE: Diset vs. The Coasters



W końcu doczekałem się fajnego bitu na samplu z Down In Mexico.