sobota, 13 kwietnia 2013

ALBUM: Tede - Elliminati


Pierwszy album Tedego, na który czekałem. Nawet po Esende Mylffon, długo i intensywnie katowanej przeze mnie płycie, nie miałem nastroju oczekiwania na kolejne wydawnictwo, zresztą wkrótce później z grubsza przestałem śledzić karierę Jacka Granieckiego. Czekałem na Elliminati dlatego, ponieważ wypuszczane co jakiś czas nowe kawałki (przede wszystkim Charlie S) dawały mi wiarę w powodzenie tego projektu, a i nie ukrywam, że dałem się też porwać działaniom całej tej machiny promocyjnej.

Tede jak mantrę powtarza dwa hasła dotyczące opisywanego tu wydawnictwa: „To jest mój najlepszy album” oraz „To jest mój pierwszy album, wszystkie poprzednie to dema”. Spuśćmy lepiej zasłonę milczenia na ten drugi cytat, a zastanówmy się nad pierwszym.

Raper przyzwyczaił nas do wydawania dwukompaktowych wydawnictw i nie inaczej jest w tym przypadku. CD1 wypełniony jest bangerami, CD2 zaś lżejszymi, bardziej refleksyjnymi klimatami. Łącznie 19+15=34 utwory wybrane z ok. 50, które Graniecki systematycznie nagrywał przez rok poprzedzający premierę. To oczywiście dobrze, że dokonał takiej selekcji, a nie wypuścił dwa albumy jeden po drugim w przeciągu paru miesięcy (taki zabieg zastosował w 2010 r., kiedy w czerwcu wypuścił Fuck Tede/Glam Rap, a w grudniu Notes 3D, efekt: oba albumy są słabe), ale trudno oprzeć się wrażeniu, że selekcja mogła być jeszcze surowsza i mógł powstać tylko jeden krążek, który ocenę albumu wzniósłby na sam szczyt lub jego okolice.

Byłoby to możliwe m.in. dlatego, że gospodarz płyty jest w bardzo dobrej formie, słucha się go dużo lepiej niż na ostatnich kilku wydawnictwach (nawet lepiej niż na Mefistotedesie, a chyba i najlepiej od czasu Esende Mylffon). TDF świetnie płynie po bitach, czuć w tym po prostu jakość.

Tekstowo jest tak dobrze, jak nie było od dawna. Tede często w wywiadach szczyci się tym, że tworzenie tekstów potrafi mu zająć jedynie 15 minut. To pisanie na kolanie niejednokrotnie zbyt rzucało się w uszy, i nawet jeśli część liryki na Elliminiati również powstawała w takim tempie, to przynajmniej Tede zadał sobie trud codziennego przesłuchiwania swoich gotowych już tracków podczas pobytu w Stanach i poprawienia ich po powrocie, o czym sam zresztą mówił. Co mnie dodatkowo zaskoczyło - raper nieźle sobie radzi z podwójnymi rymami.

Goście na featuringach nie zachwycają. Diox, Obi i Zgrywus na nie, reszta co najwyżej w porządku, a to trochę za mało/a to chwały im nie przynosi.

Albumowi za same bity można wystawić 10/10. Na okładce widzimy napis: „Tede – Elliminati, produkcja: Sir Michu”, choć równie bliskie prawdzie byłoby „Sir Michu – Elliminati, rap: Tede”. Wygląda na to, że Michu przestał być rzemieślnikiem, a stał się pełną gębą producentem. Co prawda zapowiadała się większa ilość trapów, ale warstwa muzyczna, którą otrzymaliśmy, w pełni rekompensuje ten brak. W większości tracków Michu dograł żywy bas, fortepian czy rhodesy, parę razy nawet chwycił za sample, a do WWA żegna zaprzęgnął nawet sekcję dętą, gitarzystów i perkusistę. Reasumując: to najlepsze bity karierze Sir Micha, zostawiają one daleko w tyle te z dotychczasowych wyprodukowanych dla szefa Wielkie Joł albumów.

To najlepsze wydawnictwo Tedego i nie bójmy się tego powiedzieć. Oczywiście część słuchaczy dalej będzie stawiać na piedestale S.P.O.R.T., ale patrząc na obecne czasy, Elliminati jest na pierwszym miejscu. Pogódźcie się z tym.

5 komentarzy:

  1. Biorę się za recenzję i sam album, a Tobie polecam wywiad Tedego z Rawiczem. Tede jak zwykle w formie, do sprawdzenia albumu zachęciło mnie jego twierdzenie, że to jest dla niego debiut, reszta przy Eliminati to były demówki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sensie Rawicza z Tedem? ;) widziałem już ten wywiad, tak jak zresztą wszystkie poprzednie, bo to bodaj najlepsze, co można znaleźć na CGM, nie umniejszając rzecz jasna pozostałej treści serwisu.

      Usuń
    2. tak, tedego z rawiczem :) Choć rozmowy Rawicza są takie, że ciężko zdecydować kto tu jest prowadzącym. Dla mnie te wywiady są jedyną wartościową rzeczą, a nazwę samego serwisu zmieniłbym na cghh.pl lub cgr.pl bo tam nie ma prawie nic poza hip hopem.

      Usuń
    3. Hip-hop przeważa, to raz, a dwa, że ostatnimi czasy jest coraz więcej kącika pudelkowego.

      Usuń
    4. przeważa to bardzo delikatnie powiedziane, a dziwne jest to trochę zważając na założyciela i chyba wciąż właściciela serwisu

      Usuń