wtorek, 5 marca 2013

WARTO: The Abstinents - Dżem

W ubiegły czwartek premierę miał nowy kawałek tyszan z The Abstinents. To dla mnie świetna informacja, bo zbyt długo przyszło mi czekać na coś świeżego od nich. I jestem bliski stwierdzenia, że to najlepsza rzecz w dotychczasowym portfolio tej jazz-postpunkowej grupy.

Numer nosi nazwę Dżem i jest niczym innym jak hołdem dla tegoż właśnie zespołu, pochodzącego zresztą z rodzimego miasta Abstynentów. Wzięli oni na warsztat dwa utwory - Jesiony (fragment w zwrotce) oraz Małą aleję róż (w refrenie).

Dżem, który swoją drogą jest drugim singlem z mającej ukazać się w maju kompilacji Sealesia 3, "przedstawiającej najciekawszych artystów z województwa śląskiego, którzy w ciągu ostatniego roku stworzyli, nagrali, wydali swoje nowe piosenki i płyty”, miałem przyjemność (przyjemność, nie inaczej) usłyszeć już dzień przed premierą na koncercie w ramach imprezy Inne Granie w ChCK, i już wtedy wydał mi się najciekawszy z całej setlisty.

Kawałek ten jest też jednym z przykładów na to, że The Abstinents zdecydowanie podkręcają tempo. Na EP-ce Punk Not Drunk nie uświadczyliśmy takich prędkości perkusji, na nowej zaś tego typu wycieczek będzie sporo, co nowemu wydawnictwu - również, niestety, EP-ce - powinno wyjść na dobre.

Powtarzając za wokalistą Łukaszem Ticem: Clap your hands for The Abstinents!

6 komentarzy:

  1. Witam

    Pragnę dodać, że w warstwie tekstowej w kawałku "Dżem" znalazł się również fragment utworu "Jesiony".

    Ukłon
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jest też o tym mowa w ostatnim zdaniu drugiego akapitu :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Istotnie - zwrot honoru :). Natomiast muzycznie utwór inspirowany jest utworami "Mała aleja róż" oraz "Niewinni" - patrz linia basu w I części utworu :)

      Szacunek
      M

      Usuń
    3. P.S
      Przyznają sobie jednogłośnie tytuł mistrza poprawnej polszczyzny za zmieszczenie 3 x sowa "utwór" w jednym zdaniu :)

      Usuń
  2. Utwór ten choć rzeczywiście najlepszy z dotychczas mi znanych potwierdza moją opinię jaka mnie nie opuszczała przez cały koncert. The Abstinents jest jednym z tych zespołów, które o niebo lepiej wypadają na żywo niż studyjnie. Może to kwestia charyzmy wokalisty, której nie da się w pełni odczuć z samą fonią, bez wizji. U mnie dołączają to zaskakująco długiej listy zespołów, których koncertów staram się nie omijać ale bez słuchania twórczości studyjnej żyje mi się lepiej niż z jej słuchaniem.

    OdpowiedzUsuń