wtorek, 26 marca 2013

RELACJA: hipiersoniK i Slutocasters (Granda, Katowice, 23.03.2013)

Próbowałem znaleźć jakiś wspólny muzyczny mianownik tej imprezy, tj. występu dwóch ni w ząb niepasujących do siebie wykonawców, którzy wydają się wręcz przeciwieństwem – stawiających na energię i dobrą zabawę z nutką szaleństwa Slutocasters oraz dość spokojnych i hipnotyzujących hipiersoniK. Bo cechami wspólnymi chyba nie miało być to, że oba składy są triem, mają wokalistę i korzystają z dźwięków syntetycznych? Może w grę wchodziły personalne koneksje, nie ma co jednak się dłużej rozwodzić nad tym tematem, choć z drugiej strony widzę istotniejszy czynnik łączący: jedni i drudzy lepsze wrażenie sprawiają na żywo. Może i trudniej w tym momencie o takie stwierdzenie w przypadku hipiersoniKa, ale za dwa miesiące będzie można mieć tego pełny obraz, o czym w dalszej części tekstu.

Do czasu koncertu Slutocasters nie przekonywali mnie absolutnie niczym – wszystkie ich utwory, które słyszałem, brzmiały jakoś nijako, bez charakteru. Podejrzewałem jednak, że wrażenia na żywo mogą wydawać się lepsze, co się faktycznie potwierdziło, w czym duży udział miała m.in. ekspresja sceniczna wokalisty Macieja Wachowiaka, wzorowo odnajdującego się w graniu przed publicznością, a i lubiącego improwizować.

Co do hipiersoniK moje odczucia też były mieszane. Singiel Zwolniony jednym uchem mi wleciał, drugim wyleciał, ale fakt wspólnego grania z Hawkwindem podczas Ino-Rock Festivalu 2012 oraz zaproszenie przez ten zespół Hipieya, Pierre’a i Sosnę na wspólną trasę po Wyspach Brytyjskich podpowiedziały mi, że coś w ich muzyce musi być i warto, bym sprawdził, co dokładnie. Decyzja okazała się nader trafiona - przez cały ich koncert siedziałem maksymalnie skupiony jak w transie, a gdy skończyli po ośmiu utworach i łącznie ok. 40 minutach, poczułem spory niedosyt. Spokojnie, mistycznie, często psychodelicznie, a momentami mocno dubowo – elektronicznie generowany bas brzmiał niczym w najbardziej klasycznym jamajskich produkcjach z tego nurtu, jak choćby w rozpoczynającym występ Regulatorze, który zdecydowanie ponad wszystkimi innymi zapadł mi w pamięć. Na duży plus muszę też zaliczyć cover 21st Century Schizoid Man, gdzie pole do popisu miał saksofonista Michał Sosna.

Przy okazji zespół zapowiedział premierę debiutanckiego albumu Czarna skrzynka, przypadającą na 22 maja i połączoną z koncertem w Kinoteatrze Rialto podczas Festiwalu Filmów Kultowych. Zacząłem już zacierać ręce.

Setlista: 1. Regulator, 2. Monumentalny, 3. Podatek od grawitacji, 4. Czarna skrzynka, 5. Międzyszkolny, 6. Zwolniony, 7. 21st Century Schizoid Man (King Crimson cover), BIS: 8. Monumentalny

Co ciekawe, event okazał się darmowy, mimo że miał w dniu koncertu kosztować 25 zł. "Zgubiliśmy wejściówki więc wszyscy wchodzą za free :)" - dało się przeczytać na facebookowej stronie Grandy 20 minut po oficjalnym starcie eventu. Nie mam pojęcia, co to miało na celu, ale to miło ze strony klubu.

0 komentarze:

Prześlij komentarz