sobota, 9 marca 2013

ALBUM: Django Unchained: Original Motion Picture Soundtrack


Niezwykle rzadko chodzę do kina, filmów w domu też nie za wiele oglądam. Przyjęcie propozycji pójścia w środę na Django zajęło mi jednak ledwie kilka sekund, pewnie z powodu osoby reżysera. Film gorąco polecam, bo oczarował mnie w znacznym stopniu, pomówmy jednak o samej ścieżce dźwiękowej.

Prócz samego filmu byłem też ciekaw, rzecz jasna, jego warstwy muzycznej (inaczej niechybnie oznaczałoby to konieczność zajęcia się czymś innym niż mądrzeniem się na tym blogu). Tym bardziej, że muzyki z Bękartów wojny, poprzedniego filmu Tarantino, nie zapamiętałem w ogóle, tam samo jak jego ścieżki dźwiękowej. Kłóciło mi się to trochę z powszechną oceną muzyki w filmach QT jako czegoś wybitnego (vide Pulp Fiction i Kill Bill).

Tu jednak obyło się bez rozczarowania. Już pierwsze sekundy filmu witają rewelacyjnym tytułowym Django, zaczerpniętym ze spaghetti westernu z 1966 r. o tej samej nazwie. Swoje lata ma zresztą większość utworów, które zostały wyciągnięte z winylowych zbiorów reżysera, a zaprezentowane w oryginalnej postaci, z analogowymi trzaskami i szumami. Słuszny pomysł.

Te numery mieszają się z – co jest nowością – tymi przygotowanymi specjalnie na potrzeby filmu i soundtracku. Skusił się na to m.in. sam Ennio Morricone, co automatycznie podniosło poziom całości, John Legend, który swoją dorzuconą cegiełkę nagrał na taśmie magnetofonowej, z czego powstał mój ulubiony track na płycie (Who Did That To You?), czy duet Anthony Hamilton & Elayna Boynton ze znakomitym Freedom.

Jako że wśród utworów "świeżych" znajdują się też kawałki hip-hopowe, daje to nader interesujący kontrast, mimo sprawiania w pierwszej chwili wrażenia niespójności. Bo prawdopodobnie trudno się było spodziewać usłyszenia w filmie Ricka Rossa czy 2Paca. Zmashupowanego w dodatku z Jamesem Brownem – kolejnego sztosu będącego mocnym punktem ścieżki dźwiękowej.

A z tej usunąłbym z pewnością Ancora Qui Elisy i może Sister Sara's Theme wspomnianego już Ennio Morricone, zresztą jest to jedynie drobny zarzut, bo 17 utworów + 7 dialogów dało całkiem niezły efekt końcowy. Może nie przesłuchałem w swoim życiu jakiejś ogromnej ilości soundtracków, ale patrząc na Django OST jako na po prostu album, nie mogę nie być kontent i wypada mi ów album polecić. A film jeszcze bardziej.

2 komentarze:

  1. Nie wiem czemu skreślasz Ancora Qui Elisy. Dobra piosenka to jest.

    k.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No a dla mnie najsłabszy punkt albumu, trochę się gryzie z całością.

      Usuń