czwartek, 21 lutego 2013

RELACJA: The Jillionaire (Major Lazer DJ Set) (Forty Kleparz, Kraków, 16.02.2013)


Miało być wielkie święto, miał być szalony wieczór, miał być choć fragment emocji doznanych podczas Majora na Open'erze. Nic z tego.

JILLIONAIRE, TY CHUJU! Spierdoliłeś mi wieczór.

A pomyśleć, że na początku zapowiadało się naprawdę dobrze. Sympatyczny murzyn ze sporym afro i w absolutnie genialnych butach zaczął z wysokiego C, tj. od Seven Nation Army The White Stripes, przy którym ludzie zwariowali, potem wrzucił na głośniki jakiś blend ze Smells Like Teen Spirit Nirvany, zagrał parę moombahtonów, dancehalli i innych bujających nut, i wszystko było w porządku do czasu, aż przyszła część trapowa, która ciągnęła się bodaj w nieskończoność. Rozumiem, że trap jest teraz popularny (no i co zauważalne – wypiera powoli z salonów dubstep), nie rozumiem jednak tego, co miało na celu granie go przez pół godziny (jak nie dłużej), w wyniku czego impreza lekko siadła i stała się po prostu nudna. Nawet Original Don i Jah No Partial musiały być, kurwa, w remiksach trapowych. Dobrze, że chociaż Pon De Floor się uratowało i zostało puszczone w zwykłej wersji, podobnie jak kończące set Get Free.

Przykro mi to pisać, ale żałuję wydanych 25 złotych na bilet. Co z tego, że zdarzyły się jeszcze inne ciekawsze momenty w secie, skoro był zupełnie bezbarwny, bez żadnego klimatu i całościowo trzeba go uznać za porażkę? Gdzie w nim był majorowy duch? Jeśli ktoś, podobnie jak ja, oczekiwał czegoś choćby zbliżonego do tego, co działo się w sierpniu na Babich Dołach, to nie tyle się zawiódł, co mógł się poczuć wykpiony, a w najlepszym wypadku mieć wrażenie, że pomylił imprezy.

Nieoficjalnie wydarzenie to powinno było nosić nazwę The Jillionaire (not Major Lazer) DJ set. Hasło "Major Lazer" okazało się jedynie zabiegiem marketingowym, co nie było przecież oczywiste przed samą imprezą.

W dodatku rzygam trapem po tym wieczorze i muszę sobie od niego zrobić przerwę. Tym bardziej, że bezpośredni support, BC, też zadbał o to, by broń borze tej muzyki nie zabrakło.

Beka jest taka, że - tak jak pisałem na blogu - sobotni Jillionaire miał być punktem kulminacyjnym owego weekendu, do którego miała mnie przygotować odbywająca się dzień wcześniej Nowa Huta Import, a wyszło tak, że to właśnie ta impreza sprawiła, że mój przyjazd do Krakowa miał naprawdę sens.

Nawet miła pamiątka w postaci zdjęcia z - o ironio! - gwiazdą wieczoru nie cieszy już tak bardzo.


Straconych pieniędzy i czasu nikt mi już nie zwróci, ale rekompensata za ten beznadziejny wieczór może nadejść już 15 maja, gdy Major Lazer, tym razem już w pełnym składzie i nie z żadnym DJ setem, zawita w Warszawie. Koncert ten odbędzie się w ramach trasy promującej album Free The Universe, mający wyjść 12 marca. Co do tego eventu raczej nie będzie trzeba mieć żadnych obaw.

PS Przed imprezą martwiłem się o możliwość przepełnienia klubu, na szczęście było znośnie, a scena mieściła się w innej, większej sali - może tak już jest na stałe w Fortach, nie wiem.

4 komentarze:

  1. A ja przez całe Get Free miałem nadzieję, że zmiksuje go z remixem Andego C i czekałem na pierdolnięcie, aż się prosiło o takie coś. Niestety tak jak cały wieczór i ten jeden utwór mnie zawiódł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrząc na poziom setu, trudno było się spodziewać tej wersji. Może w Warszawie.

      Usuń
    2. Mam taką nadzieję! Ale samo puszczenie wersji Andego C mnie nie usatysfakcjonuje, oryginał jest tak piękny, że aż prosi się o mix tych dwóch wersji. Takie przejście ze spokojnego oryginału w pierdolnięcie remixu, wow!!!

      Usuń