poniedziałek, 29 października 2012

RELACJA: RIFF&FLOW vol. 1: Rapcore Night (Leśniczówka, Chorzów, 26.10.2012)

Trencztownowy koncertowy weekend zaczął się w piątek od mocnego rapcore'owego uderzenia, które zapewniły cztery kapele: Ludwik, Tu-100, Pataconez i Organized Noiz podczas pierwszej odsłony imprezy RIFF&FLOW. Wygrana wejściówka wygraną wejściówką, jednak moja obecność tam i tak była pewna od jakiegoś czasu. No, plany mogły się jedynie zmienić w przypadku wygrania biletu na Balkan Beat Box w Krakowie.

Co prawda na rozgrzewkę można było zobaczyć zapis wideo z koncertu Rage Against The Machine The Battle of Mexico City, jednak ja i moi znajomi przewidzieliśmy rozgrzewkę na ławce w Parku Śląskim, przez co trafiłem dopiero na drugą w kolejności kapelę, Pataconez. Dałem im trochę czasu na przekonanie mnie do swojej muzyki, jednak z kiepskim skutkiem. Dodatkowo mierziła mnie mocno (i dalej mierzi) maniera wokalna rapującego, dlatego większość ich grania spędziłem na papierosie na zewnątrz Leśniczówki.

Co innego Tu-100. Oficjalnie widziałem ich po raz drugi na żywo, jednak za pierwszym razem, gdy grali w maju na Mariackiej, byłem po wyjebaniu łącznie czternastu browarów i dwóch godzinach snu przy okazji dubstepów w Rondzie dzień wcześniej dość mocno zmęczony po dubstepach w Rondzie z poprzedniej nocy, przez co tamten koncert okazał się dla mnie istną męką, na której wytrzymałem mniej niż pół godziny. Tym razem, przy zapasie sił, o męce mowy być nie mogło, albowiem gospodarze tego wieczoru pokazali, że w swoim repertuarze mają sporo atutów przyciągających i zachęcających do uczestnictwa w tustych eventach. Irytował z pewnością mgliście słyszalny wokal, tyle że nie wiem, kto w tej sytuacji się nie popisał  akustyk czy sam zespół.

Długo przyszło czekać na Ludwika, headlinera owego wydarzenia. Kilkanaście minut na próbę dźwięku plus jakieś czterdzieści na przemianę w prawdziwego Ludwika nie zrobiło chyba jednak nikomu krzywdy, a w moim przypadku wzmogło jedynie apetyt na to, co miało wkrótce nadejść. Zresztą - kto znał image sceniczny zespołu, ten wiedział, że koncert prędko się nie zacznie, a kto nie był w temacie, ten po wyjściu na scenę członków kapeli JUŻ wiedział. O samym występie można powiedzieć jedynie TYLE. Gołym okiem było widać, kto tu jest gwiazdą  biali muzycy muzycy ubrani w charakterystyczne białe stroje zrobili ogromną różnicę, deklasując jakością poprzednich wykonawców i pokazując im, ile pracy ich jeszcze czeka. Minusy? Zabrakło DJ-a, co jednak zostało zaanonsowane, poza tym  nie wiem, czy tylko ja mam takie wrażenie?  koncert trwał zaskakująco krótko. Dobrze chociaż, że nagłośnienie powróciło już wtedy do swojego normalnego stanu, dając przede wszystkim możliwość bezproblemowego usłyszenia słów utworów.

Prócz dwóch ostatnich wykonawców muszę pochwalić również organizatorów tej imprezy. Frekwencja może i nie była powalająca, ale takowa jest tylko kwestią czasu  róbcie to dalej i nie ustawajcie.

4 komentarze:

  1. "(...)w tustych eventach" ;)
    Szkoda, że impreza ta nie znalazła się w notce "Co przede mną" bo pewnie też bym zawitał, Leśniczówka blisko a ochota na jakiś gig była, ino nie wiedziałem, że coś takiego się dziej :/

    OdpowiedzUsuń
  2. no tak, wszystko przez to, że dopiero od niecałego tygodnia mam więcej wolnego czasu i dopiero zaczynam łapać z powrotem rytm regularności w pisaniu. następnym razem już nic Cię nie ominie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzymam za za słowo ;) oprócz muzycznych doznań zawsze to okazja na piwo w dobrym towarzystwie :)

    OdpowiedzUsuń