niedziela, 16 września 2012

RELACJA: Koncertowe podsumowanie tygodnia

Trzy wydarzenia muzyczne w tym tygodniu za mną, o każdym trudno byłoby napisać dłuższą notkę, a warto coś o nich powiedzieć, sensowne więc wydaje się złożenie tego w jeden wpis. No, to zapraszam do czytania.

The World/Inferno Friendship Society, Or, BlueInTheFace, Ozzmond, Andrea Rottin, Odeur de Violettes (Kraków, 12.09.2012)

Tak jak sądziłem – Kawiarnia Naukowa nie okazała się zbyt trafionym miejscem na taką imprezę. Tragicznie jednak też nie było. Niby ścisk tam panujący dało się znieść, bo klub nie był przepełniony, lecz nie dowiemy się, ilu potencjalnych uczestników koncertów, a szczególnie koncertu TWIFS, ów ścisk odstraszył. Ja w każdym razie nie zrezygnowałem, wyszedłem zadowolony i pewnie kiedyś przy jakiejś okazji odwiedzę jeszcze to miejsce.

Grało łącznie sześciu wykonawców, ale zobaczyłem koncerty jedynie trzech pierwszych kapel. Zaczęli Czesi z Or, których ledwo zdzierżyłem do końca. Bez ładu i składu, z asłuchalnym darciem mordy – następnym razem każę sobie zapłacić za taki zamach na moje poczucie estetyki. Plus jest taki, że pepiki grały jedynie 25 minut. Potem było już znacznie lepiej, bo na kawałek podłogi, gdzie w Kawiarni Naukowej tłoczą się muzycy scenę wszedł helsiński punk'n'rollowy skład BlueInTheFace, który pozostawił po sobie znacznie lepsze wrażenie. Z przyjemnością słuchałem ich utworów, którym przewodziła wokalistka Enni. Będę ich obserwować, warto.

Po nich przyszedł już czas na punkt kulminacyjny wieczoru, czyli The World/Inferno Friendship Society. Czekałem na przyjazd do Polski tego punkowego kabaretu ponad rok, no i się doczekałem. Rozkładali się długo, natknęli się na drobne kłopoty techniczne, z których wyraźnie nie był zadowolony gitarzysta Frank Morin, ale gdy koncert się już zaczął, o wszystkim można było zapomnieć. Ciekawiło mnie bardzo, jak zespół zaprezentuje się w tak małym klubie, ale okazało się, nie trzeba było mieć żadnych obaw. TWIFS pokazali się jako banda bez przerośniętego ego, robili swoje, świetnie się przy tym bawiąc, co zaprezentował w szczególności charyzmatyczny wokalista i frontman Jack Terricloth, który był w swoim żywiole, mogąc grać koncert i w dodatku mając tak blisko siebie publikę, chętnie wchodząc z nią w interakcje. Ponadto okazał się bardzo sympatycznym facetem, z którym udało mi się chwilę porozmawiać przy okazji prośby o autograf na zakupionym chwilę wcześniej winylu (jednym z trzech, a co mi tam).



World/Inferno zagrali dość zaskakujący dla mnie zbiór utworów, spodziewałem się zupełnie innego zestawu, ale nic to. Najważniejsze, że nie zabrakło szlagierów w postaci Brother Of The Mayor Of BridgewaterOnly Anarchist Are Pretty czy Tattoos Fade.

Setlista:
1. Tattoos Fade
2. Annie The Imaginary Lawyer
3. My Ancestral Homeland, New Jersey
4. The Velocity Of Love
5. Jeffrey Lee
6. Lust For Timing
7. The Apple Was Eve
8. Brother Of The Mayor Of Bridgewater
9. Jake And Eggers
10. The Politics Of Passing Out
11. Go Faster [roboczo nazwany nowy utwór grupy]
12. Thumb Cinema
13. Only Anarchist Are Pretty

Po tym koncercie opuściłem lokal i części akustycznej już nie byłem świadkiem. Obstawiam, że dobrze zrobiłem.

Warning! Dubstep inside! #003 (Tychy, 14.09.2012)

Dwa słowa: Radikal Guru. Kto choć raz miał okazję usłyszeć jego set, ten wie, że jest to wysoka półka. Nie inaczej było i tym razem, bo poznający świat dubstepu i rootstepu w Wielkiej Brytanii Mateusz Miller zagrał set bez słabych momentów. Rozgrzewka w wykonaniu Dubsknita też była niczego sobie, a poza tym Underground Pub, w którym byłem po raz pierwszy, okazał się bardzo fajnym miejscem, do którego – mimo że to Tychy – mam całkiem przyzwoite połączenie autobusowe z Katowic.

Golden Vision - Siła Transkolektywu (Katowice, 15.09.2012)

Widać, że ta impreza dopiero raczkuje i jest jeszcze dużo do poprawy. Scena hip-hopowa i alternatywna zamieniły się miejscami, z programem nie pokrywał się rzeczywisty rozkład godzinowy poszczególnych wykonawców, fatalnie zorganizowano rozmieszczenie na pierwszym piętrze scen w dwóch salach obok siebie, przez co muzyka z jednej i drugiej nawzajem się zagłuszały, stoisko z płytami zwinięte już po godz. 1, kiepskie nagłośnienie, problemy z głośnikami na scenie NYP, no i frekwencja mało okazała. To jednak dopiero druga edycja festiwalu, więc trzeba na te wszelkie niedogodności spojrzeć ze zrozumieniem – na trzeciej odsłonie Golden Vision powinno być lepiej, a przynajmniej trzeba mieć taką nadzieję. To tyle, jeśli chodzi o same kwestie organizacyjno-techniczne. Jak było z muzyką? Poprawnie, ale nie wybitnie, choć muszę zaznaczyć, że przyszedłem tam dopiero po 23:00. W skrócie:
– większość czasu spędziłem na scenie NYP, którą oceniam na plus,
– scena hip-hopowa oczarowała swoim afterem, freestyle party był jednak kiepskim pomysłem, bo nie było absolutnie nic słychać,
– na scenie eksperymentalnej zobaczyłem tylko ambient-drone'owy ARRM, bo tak to co tam zaglądałem, to nic się nie działo. Sosnowiczanie wypadli jednak świetnie, warto zanotować sobie tę nazwę i śledzić ich dokonania i daty koncertów,
– na scenie alternatywnej 27 Reasons całkiem, całkiem, Captain Grave bardzo fajnie, aż szkoda, że nie mogłem ich posłuchać dłużej. Sprawdzę ich jednak w sieci.

Co prawda wejście na festiwal miałem darmowe, ale gdybym kupował bilet, to żałowałbym tych 25 zł. Na kolejną edycję jednak pewnie się wybiorę, żeby zobaczyć, jak festiwal ten się rozwija.

2 komentarze:

  1. Jack Terricloth zawsze spoko! Do tej pory nucę Brother Of The Mayor Of Bridgewater :D

    OdpowiedzUsuń