niedziela, 19 sierpnia 2012

RELACJA: Przystanek Woodstock (Kostrzyn nad Odrą, 2-4.08.2012) - dzień trzeci + podsumowanie


Mniejsze lub większe sprawy spowodowały, że dopiero teraz znalazłem dłuższą chwilę na zajęcie się blogiem (aż mi głupio, że został tak zaniedbany), dlatego z ponadtygodniową przerwa, ale w końcu jest – wpis o trzecim, ostatnim dniu Woodstocku.

Najdobitniej pokazał on, że niesłychanie trudno jest brać udział we wszystkich pożądanych wydarzeniach. Moje plany zmieniły się na tyle, że zamiast na pięć, trafiłem tylko na dwa koncerty – na Dubiozę Kolektiv i In Extremo.

Dubiozę Kolektiv było mi dane zobaczyć już po raz trzeci (i z pewnością nie ostatni) i po raz trzeci było to wyjątkowe przeżycie, jednak koncert ten nie miał choćby w jednej czwartej takiego klimatu, jak dwa poprzednie, w Lublinie – w 2010 r. na Festiwalu Inne Brzmienia oraz w styczniu tego roku w klubie Graffiti. Czuć było, że jest to impreza dla mas i że tylko drobna część jest zaznajomiona z twórczością Dubiozy, a fanów to była w Kostrzynie nad Odrą pewnie ledwie garstka. Ubrani jak zwykle w swoje czarno-żółte stroje (które jednakowoż zostały skrytykowane przez Wodza, który chyba nie pojął, że oni tak zawsze wychodzą na scenę – gratuluję, czysta błazenada, panie Owsiak), zaczęli od rozkręcenia publiki niczym innym, jak kawałkiem Wake Up, by następnie pobudzoną po części (patrz: drugie zdanie tego akapitu) gawiedź uraczyć udanie dobraną mieszanką z przekroju całej pięcioalbumowej dyskografii, w której właściwie zabrakło jedynie Making Money, co mnie zresztą mocno zdziwiło i lekko rozczarowało, podobnie zresztą jak wykonanie utworu Marijuana, którego refren brzmiał ledwo słyszalnie i bez żadnego polotu. Nie zabrakło jednak Balkan Funku (który zagrany został dopiero na bisie), dzięki któremu może Dubiozą zainteresuje się więcej osób z powodu coveru The Rockafeller Skank Fatboy Slima w refrenie.

Setlista:
1. Wake Up
2. Bosnian Rastafaria
3. Bosnafaria
4. Euro Song
5. Firma ilegal
6. Marijuana
7. Vlast i policija (aka Fuck The Police)
8. Recesija
9. U.S.A.
10. ?
11. Decisions
Bis:
12. Balkan Funk

Następnie w moim harmonogramie nastąpiła ponaddwuipółgodzinna przerwa, by o 20:25 pójść na In Extremo – zespół, który jeszcze w czasach liceum znałem na pamięć, potem jednak odszedłem na trochę od muzyki metalowej, a ich wydawnictwa przestałem śledzić. Koncert (swoją drogą dość efektowny) opuściłem po 30 minutach, bo nie ruszył mnie prawie zupełnie. Bardzo możliwe, że po tej pół godzinie było więcej utworów, które znałem (w tym mocno oczekiwane Ai vis lo lop), ale nie ma czego żałować.

No i na tym skończył się mój udział w Woodstocku pod kątem muzycznym, jako że trzeba było jeszcze coś zjeść, spakować się, a przed północą wyruszyć na pociąg. Tak jak już pisałem – niemożliwe było brać udział we wszystkim, w czym się chciało, wykonałem jednak jakiś plan minimum, czyli dobicie do dwucyfrowej liczby koncertów (dokładnie 10). Pomogła mi w tym bez wątpienia samodyscyplina – świadomość celu, jaki mi tam przyświecał, tj. stuprocentowe skupienie się na muzyce. Wiązały też się z tym znikome, jak na Woodstock, ilości wypitego alkoholu, a co za tym idzie – pełna trzeźwość od początku do końca festiwalu, w co do dziś trudno uwierzyć niektórym moim znajomym, a co nie spowodowało, że opuściłem któryś z koncertów. Bo do teraz żal mi tych, którym nie udało się być na Asian Dub Foundation – pozdrowienia dla was.

Jurek Owsiak mówi o Przystanku Woodstock, że jest to najpiękniejszy festiwal świata i przyznam, że coś w tym jest. Próżno szukać takiego klimatu na innych tego typu dużych imprezach. Bo wszystkie minusy festiwalu (bród, niedoskonałość w kwestiach sanitarnych, najebane punki, sępy, cała masa dziwnych ludzi etc.) mimo wszystko nie przesłaniają całej reszty. Mnie aż żal było wyjeżdżać, wchłonąłem ów klimat w pełni.

Trzeba mieć jedynie nadzieję, że na następnym Przystanku Owsiak spisze się trochę lepiej, bo krzyczenie ze sceny do ludzi pragnących bisu, żeby wypierdalali, jest poniżej pewnego poziomu, a już na pewno poniżej poziomu, który od lat promuje sam Szef. Przedstawianie wykonawców jako pierwszy raz występujących w Polsce, kiedy jest to dalekie od prawdy, też mu chwały nie przynosi, podobnie jak wspomniana kilka akapitów wyżej nieuzasadniona krytyka zespołów. Nic to jednak, bo większość z nas przecież i tak tam przyjedzie za rok, prawda?

1 komentarz:

  1. a nie będę Ci tłumaczyć (dzięki za pozdrowienia ;))

    OdpowiedzUsuń