sobota, 14 lipca 2012

RELACJA: Heineken Open'er Festival 2012 (Gdynia, 4-7.07.2012) - dzień pierwszy

Tak, wiem, relacja z pierwszego dnia miała być najpóźniej wczoraj, ale różne sprawy spowodowały, że potrzebowałem na to jeszcze mniej więcej dobę. No a skoro tekst już jest, to nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcić do jego przeczytania.



Nie słyszałem tego dnia wśród ludzi praktycznie niczego innego prócz głosów podniecenia związanych z wykonawcami na scenie głównej. The Kills? New Order? Do dziś nie wiem, o co im wszystkim chodziło. Ja spędziłem tam tylko 20 minut, i to przypadkiem, bo nie miałem w planach postawić tam nogi. Dobrze przynajmniej, że gdy cały plebs większa część tłumu zbierała się właśnie pod main stagem, na innych scenach było dużo bardziej kameralnie i bez ścisku.

Środę, pierwszy dzień koncertowy, zacząłem późno, bo dopiero o 19:30. Trochę zajęło mi zebranie się do wyjścia z namiotu, chodzenie w skurwysyńsko obcierających kaloszach, a na dodatek zapomniałem zostawić scyzoryk w namiocie i zostałem zawrócony przy wejściu na teren festiwalu, tracąc przez to jakieś pół godziny.

19:30-20:05 Galus live + Ment XXL (DJ set) (Beat stage)
Szybko okazało się, że był to kardynalny błąd i sporej wagi niedopatrzenie, kiedy tylko przyszedłem na nieznanego mi wcześniej chociażby z nazwy Galusa i znanego mi doskonale Menta XXL, producenta Rasmentalismu. Oldschoolowy funk, który mogę chłonąć garściami, z dodatkiem wyrazistego basu i mocnej perkusji sprawiały, że marzyło mi się spędzić przy tej muzyce całą noc. Mistrzowski set. Podczas mojej obecności tam na scenie był sam Ment, a nie mam pojęcia, jak wyglądało to wcześniej – może Galus dodał tylko coś od siebie wcześniej do danych kawałków w secie? Nie wiem, jak wyglądały środowe dwójki na beat stage'u. A warto było tu zostać nie tylko dla muzyki, ale też chociażby dla podziwiania pięknej Brazylijki, która z przewieszoną na sobie flagą swego kraju uroczo pląsała do tych funkowych rytmów.

20:30-21:10 Soldiers Of Jah Army (World stage)
Z beat stage'u przeniosłem się na scenę world, gdzie o 20:30 zagrać mieli Soldiers Of Jah Army. Całkiem przyjemny był to koncert, dupy nie urwał, ale pokazał, że naszemu polskiemu reggae'owemu podwórku jednak jeszcze trochę brakuje do najlepszych. Imponował skład koncertowy – na scenie było w pewnym momencie nawet 8 osób (3 gitary, perkusja, klawisze, trąbka, saksofon, bongosy), z których ci odpowiedzialni za dęciaki spisali się bez zarzutu, na co się nastawiałem. Największym przeżyciem koncertu było chyba jednak przejście obok mnie Artura Rawicza, hyhy. Powiew celebryty, który zapamiętam na długo. Ok. 21:10 opuściłem to miejsce, bo zacząłem już być lekko znudzony, a i przed Gogol Bordello chciałem jeszcze odwiedzić ponownie beat stage.


21:25-21:55 Sobura live + Praktik (DJ set) (Beat stage)
Tak jak się spodziewałem, na tę scenę przychodziło coraz więcej osób. Ten set nie był już tak porywający jak ten poprzedni, ale również stworzony dla mnie. Szeroko pojęta elektronika, trochę funku również, dobry bans był, najprościej mówiąc.

22:00-22:20 Björk (Main stage)
Nie miałem w planach tego koncertu, poszedłem na niego jednak na chwilę ze znajomą, z którą mieliśmy następnie udać się na Gogol Bordello. Te pierwsze 20 minut headlinera owego dnia nie było porywające. Utwory, których wysłuchałem, to nie była raczej moja bajka, choć, jak się dowiedziałem, wśród kolejnych było kilka takich, które mi się podobają (All Is Full Of Love czy Crystalline). Poruszenie wśród publiczności jednak było odczuwalne. Plus za wizualizacje i inne efekty, np. transformator Tesli, który w pewnym momencie został opuszczony nad sceną.


22:30-23:50 Gogol Bordello (World stage)
Cóż to był za koncert! 1,5 godziny szalonego cygańskiego wesela nie pozwoliło nikomu, absolutnie nikomu ustać w miejscu i wyjść z koncertu bez żadnych emocji. Oczekiwałem ognia i tak też było. Czołowy koncert Open'era, a mój numer 2. Gogol Bordello zagrali właściwie większość tego, co powinni zagrać (przede wszystkim z płyt Super Taranta!Gypsy Punks - Underdog World Strike i Trans-Continental Hustle), choć ja po cichu liczyłem też na Baro Foro. Jeśli nie ma błędów na setlist.fm (sam nie pamiętam wszystkich utworów, które były grane), to kawałki przedstawiały się następująco:
Ultimate
Sally
Not A Crime
Wonderlust King
Immigrant Punk
Immigraniada (We Comin' Rougher)
Pala Tute
My Companjera
Tribal Connection
Break The Spell
Start Wearing Purple
BIS:
Think Locally, Fuck Globally
Alcohol

Zdecydowanie znaczek jakości ode mnie.



0:50-1:20 Wiz Khalifa (World stage)
Ostatni dla mnie tego dnia koncert, jak się okazało. Byłem ciekaw, czy przeraźliwie chudy Wiz będzie z samym DJ-em, czy też prócz nich będzie żywy skład. Jako że coraz bardziej się przekonuję do tej drugiej opcji, to z zadowoleniem przyjąłem fakt, że jednak będą instrumenty. Nie nastawiałem się w żaden sposób na ten koncert, bo też nie znałem prawie w ogóle tego rapera (prócz, oczywiście, najbardziej głośnego Black & Yellow), wiedziałem tylko tyle, że chciałbym go z ciekawości zobaczyć, bo może mnie pozytywnie zaskoczyć. No i muszę ocenić ten koncert na plus, przyjemnie się na nim bujało. Lekka komercha, ale słuchalna.



O 1:30 miałem zebrać się jeszcze na Orbital, ale górę wzięła chęć powrotu do namiotu i pójścia spać. Nie wiedziałem jednak wtedy, jak bardzo będę tego żałować. Opinie, że koncert był porywający, okazały się absolutnie słuszne po tym, jak obejrzałem fragmenty na YouTubie. To mój być mój gig nr 3 na tym festiwalu. Szkoda też, że z Gogolami nałożyli się The Ting Tings, bo ich również miałem w planach zobaczyć, jednak w tym przypadku nie muszę na szczęście odbierać mojej nieobecności tam w kategoriach żałowania.

Gdyby nie ten nieszczęsny Orbital, to pierwszy dzień Open'era byłby dla mnie wręcz perfekcyjny muzycznie. Mimo to jednak i tak daleko mu do tego nie brakowało, wróciłem bardzo zadowolony i bez niedosytu.

W kolejnych dniach również nie brakowało emocji, ale o tym już przeczytacie najpóźniej w poniedziałek (tym razem wyrobię się w terminie), kiedy to na tapecie będzie dzień drugi Open'era 2012. Nie regulujcie odbiorników.

0 komentarze:

Prześlij komentarz