wtorek, 12 czerwca 2012

Dzień pierwszy Burn Selector Festivalu moim okiem

Wpis nazwany akurat tak, bo nie jest to stricte relacja – za mało zobaczyłem, żebym mógł się swobodnie wypowiedzieć na ten temat.

Kilka luźnych spraw:
frekwencja – zaskakująco niska. Nie wiem, jak w poprzednich latach, ale widać było, że w tym roku festiwal nie cieszył się zbyt dużą popularnością. Świadczy o tym też spora liczba karnetów możliwych do wygrania w różnych konkursach. Czyżby aż tak słabo z ich sprzedażą?
– PayPass Alter kArt – zdzierstwo i kurewstwo. Na terenie festiwalu nie istniała możliwość płatności gotówką czy też zwykłą kartą płatniczą, jedyną opcją była karta MasterCard PayPass lub zakupiona zaraz po wejściu karta Alter kArt z obowiązkowym doładowaniem za 50 zł (i wielokrotność tej sumy). Owszem, kwota ta nie przepadała, jeśli się jej całej nie wykorzystało na Selectorze, bo z karty można też korzystać na innych festiwalach organizowanych przez agencję koncertową Alter Art oraz – po późniejszym zarejestrowaniu – w wielu punktach na terenie całego kraju, ale co, jeśli ktoś przyszedł, mając przy sobie 20 lub 30 zł, bo tyle by mu wystarczyło na kilka browarów i/lub paczkę fajek? Musiał prosić innych, czy nie mógłby dać gotówki za kupienie któregoś z dóbr z czyjejś karty. Od biedy mógł też wyjąć pieniądze z bankomatu dostępnego na Błoniach i taką kartę kupić. Tak czy siak karny kutas za te chujowe rozwiązanie.
mała scena Roxy FM – wielki plus imprezy. Przechodząc pierwsze kilka razy koło tego punktu niby coś się działo, niby coś tam grało, ale nie zachęcało do zatrzymania się choć na chwilę. Dopiero ok. 23 zrobiło się na tyle ciekawie, że bawiłem się tam dobre 40 minut, gdy Twin Prix zagrali solidny dubstepowo-drum'n'bassowy set. Już miałem zostać tam nawet kosztem koncertu Hadouken!, ale Novika zapowiedziała na żywo dla radia właśnie ich koncert i set się zakończył, co było strzałem w dziesiątkę i za co jestem wdzięczny, bo nie miałem wtedy wyjścia, jak tylko pójść na Hadouken!. Ale o tym gdzieś niżej.

Krótko o koncertach (w kolejności zegarowej):
Com Truise – zdążyłem na końcówkę koncertu, ale odebrałem ją pozytywnie i bardzo możliwe, że z całego koncertu wrażenia też by były podobne.
Rebeka – tutaj również zaliczyłem końcówkę koncertu, ale dłuższą i w dodatku nudną. To nie muzyka dla mnie.
Neon Indian – byłem na nim może z 10 bezpłciowych minut. Obawiam się, że to też nie moje klimaty.
Eltron John – słyszałem jego lepsze sety, bardziej porywające. Spodziewałem się, że będę chciał spędzić na nim całą godzinę, ale przychodząc tam dwa razy (mniej więcej na początku i w środku grania), nie było argumentów, żebym został tam dłużej niż 10 minut. A może to dlatego, że byłem ledwie po jednym piwie.
Redinho – pozytywne zaskoczenie. Trochę elektroniki, trochę soulu, taki trochę też jakby p-funk XXI wieku. Trzeci dobry koncert wieczoru - bo tylko tyle ich uświadczyłem tego wieczoru.
Chase & Status (live) – mój nr 2 tego dnia. Żywa perkusja, żywa gitara, chyba prawdziwy MC Rage, Liam Bailey x2, a przede wszystkim fakt grania samych utworów z repertuaru londyńczyków. Do tego nowy utwór oraz cover Killing In The Name Rage Against The Machine. Solidny, znakomity koncert...
Hadouken! – ...nieumywający się jednak w mojej ocenie do show w wykonaniu Hadouken!. Nie znałem ich przed festiwalem właściwie wcale, więc oczywiście po powrocie przesłuchałem w wersji studyjnej, ale ta nie zrobiła na mnie nawet w jednej piątej takiego wrażenia, jak na koncercie. Słuchając dyskografii Hadouken!, emocji odczuwam może trochę więcej, co przy obieraniu ziemniaków. Ciekawe jest jednak to, że czytając w sieci opinie na temat pierwszego dnia Selectora, widzę większość opinii negatywnych na temat tego gigu. Niektórzy ponoć wychodzili po kilkunastu minutach, bo było tak beznadziejnie. Ja, gdybym miał tylko więcej sił, nakurwiałbym jak głupi w samym środku tłumu, ale i tak będąc znacznie oddalonym od sceny, nie mogłem ustać spokojnie w miejscu. Co oczywiste jednak, są gusta i guściki, a jako że na problemy z percepcją nie narzekam, koncert ten jest murowanym faworytem do top5 moich najlepszych w 2012 r.
Totally Enormous Extinct Dinosaurs – ostatni koncert tego dnia. Kilka dobrych momentów, a poza tym absolutnie nic wybitnego. Byłem na całym koncercie, ale tylko dlatego, że i tak do pociągu powrotnego miałem dobre 3 godziny i jakoś trzeba było sobie ten czas wypełnić.

Podsumowując krótko – przyjechałem tam tylko na Chase & Status, nie oczekiwałem więc wiele po tym wyjeździe. Gdybym kupił bilet lub karnet, pewnie bym żałował, ale dzięki temu nie mam czego. Obawiam się jednak, że sobotnia część Selectora, na której nie byłem, wypadła dużo lepiej.

4 komentarze:

  1. Co do płatności to taka forma nie jest nowością na imprezach Alter Artu. Ja pierwszy raz z niej korzystałem chyba w 2007r (a może 2008) na Open'er i jest to zdecydowanie lepsza forma niż chujowe bony, które musisz wykorzystać na miejscu bo zwrócić nie da rady. Więc zastanów się sam. A kwestia niemożności płacenia gotówką była już maglowana przez wielu organizatorów wielu imprez i nie ma co znowu rozpoczynać dyskusji.

    OdpowiedzUsuń
  2. ale tych chujowych, jak to napisałeś, bonów możesz kupić dowolną, nienarzuconą z góry ilość. bo wiesz mniej więcej, ile Ci ich będzie potrzebnych.

    OdpowiedzUsuń
  3. tak, ale jak nie wykorzystasz to tracisz, a jak nie wykorzystasz kasy na karcie to nie tracisz, możesz wydać gdziekolwiek co jest plusem, jeden i drugi system ma wady i zalety, ale paypass bije na głowę bony, które mają tylko jedna zaletę i to też tylko dla wybranych

    OdpowiedzUsuń
  4. ale musisz mieć te 50 zł, żeby ją kupić za pierwszym razem.

    OdpowiedzUsuń