sobota, 7 kwietnia 2012

ALBUM: Kasabian - Kasabian


Kasabian świadomie poznałem dość późno, bo dopiero na początku tego roku, i słuchałem w luźnych fragmentach. Wcześniej znałem tylko, jak się okazało, dwa ich utwory – jeden z soundtracku do FIFY 2004 (L.S.F. (Lost Souls Forever)) a drugi będący swego czasu oficjalnym kawałkiem Premier League (Fire). Dwa tygodnie temu wziąłem się jednak porządnie za ich dyskografię.

I z każdym przesłuchaniem pierwszego albumu, nazwanego po prostu Kasabian, stwierdzałem coraz bardziej, że muszę coś o nim napisać. Dlatego, że zdumiony jestem tym, że istnieje jakaś płyta z nurtu alternatywnego/indie rocka, która potrafi mnie zachwycić i której potrafię słuchać bez skipowania. Bo indie rock w 90%, no, może w 80% po prostu mnie, delikatnie mówiąc, nie zachwyca. Kasabian to co prawda nie samo indie, bo są u nich jeszcze m.in. elementy psychodelii i space rocka, ale jednak obracamy się tu w kręgu alternatywy.

Czy jest to już obecnie najlepszy według mnie album z tego gatunku? Bardzo możliwe. Przede wszystkim utwory nie brzmią tu na jedno kopyto, co jest moim zbyt częstym wrażeniem przy słuchaniu tego typu muzyki. Jedyny słabszy moment albumu, jeżeli miałbym takowy wskazać, to utwór Test Transmission. Poza nim aż roi się tu od takich, które brzmią jak potencjalne hity. Słowa pochwały też za fantastyczne wkomponowanie w album elektroniki i gitary akustycznej. Nawet mająca być tylko tłem perkusja powinna przykuć uwagę swoim brzmieniem. W moim przypadku na tyle, że mógłbym z przyjemnością słuchać samych ścieżek z bębnami. Tym większe moje uznanie dla muzyków z Leicester, że opisywane tu wydawnictwo to ich debiut.

Moje ulubione kawałki z tej płyty? Ciężko mi je wybrać z nadmiaru dobrych, ale po zastanowieniu się będą to chyba Processed Beats i Running Battle. Drugi z nich brzmi momentami wręcz trip-hopowo.



Następne trzy albumy Brytyjczyków nie są złe, ale mimo kilku dobrych utworów na każdym z nich, nie mogę mówić w samych superlatywach o nich jako o całościach. Recenzje w internecie wskażą wam różne tytuły jako te najlepsze, ale ja będę trzymał się tego, że na głowę pozostałe bije właśnie pierwszy album, Kasabian.

3 komentarze:

  1. Po pierwsze co to jest space rock? Pierwszy raz chyba takie coś na oczy widzę?! Po drugie polecam zaznajomienie się z takimi markami jak Block Party, Kaiser Chiefs, Franz Ferdinand albo The Strokes.

    Jestem Śmietaną.

    OdpowiedzUsuń
  2. Śmietano, takie podstawy to ja znam, pewnie ku Twojemu zaskoczeniu.

    OdpowiedzUsuń
  3. to dobrze, że znasz, ja za to nadal nie wiem co ten space rock. :(

    OdpowiedzUsuń