czwartek, 23 lutego 2012

ALBUM: Mama Selita - 3, 2, 1...!


Uwielbiam muzykę, którą ciężko zaszufladkować. Szczególnie, jeśli zabieg taki jest przemyślany i szczególnie, jeśli jest w tym rock, hip-hop lub funk. A tu, ku mojej uciesze, jest to wszystko razem. Tu, czyli na albumie Mamy Selity 3, 2, 1...!, który, mimo że zespół istnieje od 2006 r. i zagrał ponad 200 koncertów, jest dopiero debiutanckim. Może jednak warto było czekać?

Po przesłuchaniu singla w postaci kawałka Brudne bomby można było pomyśleć: polskie Rage Against The Machine. Z wokalem Freda Dursta. Odsłuch całości po premierze zweryfikował jednak te wrażenie i próbę przypięcia takiej łatki (w pozytywnym znaczeniu), choć akurat album zaczyna się od soczystego okołorageagainstthemachine'owego uderzenia – utworu Napad. Spokojne zwrotki i energiczny refren przyjemnie wprowadzają w to, co będzie dalej. A dalej mamy wspomniane już Brudne bomby, bardziej funkową i bardziej indie Mistrzyni kamuflażu, melancholijne Dobranoc, a następnie utwór Zły chłopak – funkowo bujający, z najbardziej chwytliwym na całym albumie refrenie, kojarzącym mi się nieodparcie z g-funkowymi kawałkami Mesa i będący zarazem bodaj moim ulubionym utworem z 3, 2, 1...!. Jako szósty mamy utwór Rocky, kolejny specyficzny, bo – cytując słowa utworu – "wokalista brzmi [tu] jak Fisz". Podobieństwo rzeczywiście jest słyszalne, zarówno lirycznie, jak i wokalnie. Kolejne tracki to będące w duchu rockowej alternatywny Dym oraz Nie wolno się śmiać, później usłyszymy Moment (z gościnną zwrotką Hadesa z HiFi Bandy) jako powrót do rapcore'owych klimatów, a na koniec Czas przeszły – swoisty smaczek, najprostszy, bo jedynie lekko gitarowy i niestety zaledwie dwuminutowy. Genialnie zamyka płytę.

10 utworów i niecałe 35 minut to może niedużo jak na pierwszy album, wydany po ponad pięciu latach istnienia, ważne jednak, że jakościowo się broni. Z pewnością zostanie on zauważony i doceniony, o to się nie martwię. Potencjał ma doprawdy ogromny.

1 komentarz:

  1. okołorageagainstthemachine'owego - czyli o tym, jak trenczek został neolingwistą.

    OdpowiedzUsuń