czwartek, 29 grudnia 2011

PODSUMOWANIE ROKU: 20 najlepszych wykonawców poznanych w 2011 r. (cz. 3 z 4)

10. Trombone Shorty

Jedyny wykonawca z listy, którego znam tylko z koncertu, pisałem o nim zresztą już TUTAJ. To wystarczyło, by się znalazł w czołowej dziesiątce, bo twórczości studyjnej wciąż jakoś nie sprawdziłem. Widea z YouTube'a więc nie będzie, bo niby co mam wam polecić?

9. Belleruche
Przykład na to, że warto chodzić do EMPiK-u. Tam właśnie pewnego razu usłyszałem kawał dobrego modern funku, więc nie zastanawiając się długo pobiegłem do punktu info dowiedzieć się, co to jest. Dowiedziałem się, jednak nawet jeśli by się nie udało, to wkrótce i tak znalazłbym ten skład, bo po dźwiękach mogłem postawić w ciemno, że to wykonawca z wytwórni Tru Thoughts Records, co okazało się prawdą. Belleruche przewodzi wokalistka Kathrin DeBoer, o której najcelniej można powiedzieć: czarny głos uwięziony w białym ciele. Kobieta stworzona wręcz do tego właśnie zespołu, będącego mieszanką soulu, funku, elektroniki i trip-hopu. Niech za dowód posłużą kawałki Fuzz Face i Like 4 The Hard Way:


8. Aloe Blacc
Gdy jeszcze nie znałem I Need A Dollar, wydawało mi się, nie wiedzieć czemu, że to jakiś gówniany hip-popowy hit dla mas. Zdziwiłem się zatem ogromnie, gdy usłyszałem, co to jest za utwór. Słuchany przeze mnie niezliczoną ilość razy, i jeśli nie jest to najlepszy kawałek, jaki w tym roku usłyszałem i który zrobił na mnie największe wrażenie, to na pewno jest w czołowej trójce. Wraz z chłonięciem brakującego dolara poznawałem też inne kawałki Aloe Blacca, nie czując się, na szczęście, zawiedzionym.

 

7. Opus Däi
Czasem spisuję sobie ot tak jakąś nazwę, którą ktoś poleca. Opus Däi wrzuciła kiedyś Wiktoria na Facebooku, polecając ich chyba wręcz wielkimi literami, a ja spisałem sobie ich, nawet nie sprawdzając, co to, do diabła, jest, do jednego z moich kilkunastu dokumentów tekstowych z muzyką, której mam za swojego żywota posłuchać. Niektórzy wykonawcy czekają tak już 6 lat, tymczasem Opus Däi zaskakująco szybko, bo chyba już po dwóch tygodniach, sprawdziłem. Na pierwszy odsłuch skojarzyli mi się nieco z The Mars Volta, co było wystarczającym czynnikiem zachęcającym, efektem zaś to, że wylądowali tu tak wysoko.


6. The World/Inferno Friendship Society
Ten wesoły cygański circus anarcho-punk cabaret zdobył mnie już od pierwszych nut EP-ki Me v. Angry Mob, która zresztą do dziś jest dla mnie najlepszą pozycją z ich dyskografii i właściwie sama potrafiłaby udźwignąć szóste miejsce tej kapeli. Z mojej strony szczególne pokłony za utwór Brother Of The Mayor Of Bridgewater, który przebija całą resztę, dodam do tego jeszcze tytułowy epkowy Me v. Angry Mob:


Na dziś to wychodzi tyle, a już jutro końcowe rozstrzygnięcia, nie regulujcie odbiorników.

0 komentarze:

Prześlij komentarz