środa, 28 grudnia 2011

PODSUMOWANIE ROKU: 20 najlepszych wykonawców poznanych w 2011 r. (cz. 2 z 4)

15. Crystal Fighters

Niesamowicie pozytywna elektronika. Ich jedyny album, Star Of Love, słuchalny dla mnie praktycznie bez skipowania, do tego mocno zróżnicowany, ale trzymający się zarazem kupy. Porywa do tańca i zabawy zarówno w wersji studyjnej, jak i żywej – w tej drugiej jednak zdecydowanie mocniej. Po tegorocznych występach w Katowicach i Gdyni mają już w Polsce pewnie całkiem sporą rzeszę fanów. Ja jestem wśród nich. Bo kto się oprze takiemu bangerowi jak ten poniżej?

 

14. Alestorm
Usłyszałem ich po raz pierwszy w październiku na Heidenfeście w Krakowie, kiedy grali razem m.in. z moim ukochanym Finntrollem. Piracki punk znałem i lubiłem już wcześniej, ale piracki metal? To była dla mnie nowość. Na żywo wypadają imponująco, studyjnie wcale nie gorzej, a piracki klimat da się chłonąć garściami. Nic, tylko wziąć butelkę rumu i wychylić ją całą.

 

13. Manfred Mann Chapter Three
Zdecydowanie najstarszy wykonawca z tego rankingu, bo z przełomu lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Manfreda Manna ogromnie szanuję za wszystkie jego projekty, gość jest naprawdę kozakiem. Ten projekt najlepiej określić jako... progresywny jazz-funk rock? Jakoś tak by wychodziło. Szkoda jedynie, że MMCT wydali tylko dwa albumy.


Znacie Stand Up The Prodigy? Kawałek poniżej powinien zatem zabrzmieć znajomo.


12. Deadmau5 
Wystarczyło, żebym usłyszał w Trójce Ghosts 'n' Stuff – utwór, który, mówiąc kolokwialnie, wypierdolił mnie z butów, i który mogę określić moim kawałkiem roku, jeśli mowa o wielkim worze z napisem "muzyka elektroniczna".


Nie pozostało mi więc nic innego, jak poszukać czegoś więcej. I znalazłem – może nawet nie w przybliżeniu takie petardy jak ta powyżej, ale i tak iście mistrzowskie.
 
11. Selah Sue
Bodaj jako ostatnia wskoczyła na tę listę, bo chyba najkrócej ją znam z całej dwudziestki. Cholernie ciekawi mnie jedno – czy Selah Sue przerośnie Nnekę? Jest na to spora szansa. Bo jeśli chodzi o głos, to wielu, łącznie ze mną, wyżej oceni tę pierwszą (wybacz, Nneko). W marcu, jeśli nic niespodziewanego się nie stanie, pojadę na jej koncert do Wrocławia, więc będę miał możliwość porównania jej koncertu do koncertu "rywalki". A poniżej mój zdecydowanie ulubiony utwór Belgijki:


Jutro trzecia, przedostatnia część podsumowania. Stay tuned.

4 komentarze:

  1. pewnie jest swietna, ale dla mnie brzmi jak skrzyzowanie nneki z justinem biberem. ale deadmau5 :) chcesz to ci podrzuce jego kosmicznego seta. w ogole to przez przypadek wysylalem ci mnostwo rzeczy na gg zapominajac, ze ci nie dziala. jak naprawisz to dostaniesz spory pakiet ode mnie :* wesolych i dosiego. co robisz w sylwka?

    OdpowiedzUsuń
  2. możesz podrzucić, chętnie posłucham. btw. sprawdziłeś mojego linka do Kitsune Boombox? na sylwestra idę do inq, Ty jedziesz gdzieś do Trójmiasta, jak pamiętam, ajt?

    OdpowiedzUsuń
  3. no wlasnie plany sie zmienily i jestem kato. ale do inq na pewno nie pojde :)
    kitsune? nie kojarze ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. ja z braku innych opcji kupiłem bilet dwa tygodnie temu, kiedy jeszcze były tańsze. ale daleko mi do jakiegoś szczególnego zachwytu. sprawdź archiwum na fb, masz tam linka do tego.

    OdpowiedzUsuń