wtorek, 27 grudnia 2011

PODSUMOWANIE ROKU: 20 najlepszych wykonawców poznanych w 2011 r. (cz. 1 z 4)

Cholernie trudno jest zrobić taki ranking. Co chwilę albo zamienia się kogoś miejscami, albo wyrzuca z zestawienia, umieszczając kogoś innego. Największego problemu nie miałem jednak z miejscami najwyższymi – miejsca 1-5 ułożyły się praktycznie same, zaś w 6-10 od pierwszego zarysu przeprowadziłem tylko dwie zmiany. Ogrom dylematów wiązał się z pozycjami 11-20, co do których zdanie zmieniałem dziesiątki razy. W bólach, bo w bólach, ale ranking w końcu powstał.

Wiem, że może profesjonalniej byłoby zrobić podsumowanie w dwóch częściach (2x10), ale jest teraz okres, kiedy wyjątkowo nie narzekam na nadmiar wolnego czasu, toteż łatwiej i wygodniej zrobić mi je w postaci 4x5, kończąc dzień przed sylwestrem.

Ranking zawiera TYLKO wykonawców, których świadomie po raz pierwszy usłyszałem i poznałem w tym roku. Nawet jeśli był artysta, którego choćby jeden jedyny kawałek poznałem w latach wcześniejszych, a w tym roku, dajmy na to, całą dyskografię, to do zestawienia nie mógł wejść. Jakieś jasne i przejrzyste kryterium musiałem jednak przyjąć.

Do rzeczy zatem.

BYLI BLISKO, ALE NIE WESZLI: Simian Mobile Disco, Lejzihood, Uriah HeepSuperheavy. Cóż, może innym razem, w innym rankingu.

WYPADLI, BO MUSIELI: Comfort Fit. Byłem przekonany, że poznałem go w tym roku, jednak przy upewnianiu się co do kilku wątpliwości (pomógł mi w tym bardzo Last.fm) okazało się, że jednak w zeszłym, tyle że widocznie wtedy się na tym nie skupiłem. Gdyby nie to, Comfort Fit uplasowałby się tuż za czołową dziesiątką.

20. Gooral
"Że co?" - powiedziałem głośno do siebie po przeczytaniu, że człowiek ten tworzy góralskie elektro. Sądziłem, że w muzyce nic mnie już nie zaskoczy. Sam pomysł wydawał mi się nader ciekawy, na szczęście poszedł on w parze ze znakomitym wykonaniem. Np. taka Karczmareczka to przecież niesamowicie soczysty imprezowy banger w pełnym słowa tego znaczeniu. Równie dobry jest też utwór otwierający płytę, Nadzieje sieje (łąka), choć kiepski do potańcówki:


19. MC Xander
Drugim Dub FX-em to on nie jest, to jednak nie ten poziom, płyty niezbyt spójne, ale daje chłopak radę. A kawałkiem poniżej nawet zjada, w mojej ocenie, każdy z utworów Australijczyka.


Jest jeszcze drugi, mocny argument przemawiający za umieszczeniem Xandera w tym rankingu:


18. Sokół i Marysia Starosta
Zainteresowałem się tym projektem dopiero wtedy, gdy przeczytałem o nim bardzo pozytywne recenzje, choć i tak przyszło mi to z trudem, bo nie trawiłem do tej pory Sokoła. Album Czysta, brudna prawda leżakował więc na dysku długi czas, i miałem go nawet usunąć, jednak coś mnie tknęło i nie tyle go zostawiłem, co zabrałem się od razu do odsłuchu. I zostałem mocno zaskoczony. Muzyką, będącą kolażem bardziej klasycznych bitów z elektronicznymi, który w dodatku brzmi spójnie, tekstami, które wręcz każą mi się w siebie wsłuchiwać (Sokół jednak nie bez powodu jest nazywany mistrzem narracji), oraz tym, jak Marysia dodaje albumowi klimatu i jak ogromny okazuje się jej wkład w niego. Album na pewno nie jest nowatorski, ale dla mnie brzmiący bardzo świeżo, i jeden z zaledwie dwóch, może trzech, które naprawdę się czymś wyróżniły od reszty z odsłuchanych przeze mnie w mijającym roku. Bardzo możliwe, że zostanie też uznany w wielu rankingach za polski hip-hopowy album AD 2011.
Co do wspomnianego już klimatu – dla mnie jego esencją jest kawałek Stop:


17. RotFront
Poznałem ten zespół w czasie, gdy wielkimi krokami zbliżał się czas II Life Festivalu i koncertu Matisyahu, a ja nie chciałem być do tyłu z line-upem. I usłyszałem muzykę, która jest bodaj stworzona dla mnie, będącą połączeniem kultury bałkańskiej i klezmerskiej, gdzie znajdzie się też rock, ska, reggae, rap i skrecze. Czego chcieć więcej?


Poniżej jeszcze cover nieśmiertelnego Those Were The Days Mary Hopkins:


16. Outside-Sound-Beats
Instrumentalny, psychodeliczny, eksperymentalny, abstrakcyjny, a dla mnie po prostu chory i wyjęty jakby z innego świata – taki jest tu hip-hop. Mocno kojarzący się z Flying Lotusem, który był tu niewątpliwie inspiracją. Swoją drogą zauważyłem przed chwilą, że jest jakieś nowe wydawnictwo O-S-B, cieszę się ogromnie. Dla zamknięcia pierwszej części rankingu mój faworyt z dotychczas znanych mi utworów, Returning Annunaki (tym razem w formie linka).

Druga część podsumowania  mam nadzieję  jutro.

4 komentarze:

  1. ciekawe czy mesiwo sie zalapie do rankingu :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. tak właściwie to Mesa nie poznałem w tym roku, więc się nie mógł załapać. może w przyszłym roku zmodyfikuję lekko zasady rankingu.

    OdpowiedzUsuń
  3. no kurwa to, ze cos tam o nim slyszales nie powinno sie liczyc. jak dzis pamietam jak wracajac z tetrisa w tramwaju puscilem ci 25 i to na pewno bylo w tym roku, w lutym :)

    OdpowiedzUsuń
  4. oczywiście, że nieistotne jest, czy coś tam o kimś słyszałem. słyszałem jakieś jego utwory już wcześniej. ale fakt, za rok jednak będę musiał zmienić kryteria doboru.

    OdpowiedzUsuń