piątek, 16 grudnia 2011

KILKA SŁÓW O: Warren Schatz

Nie pomylę się pewnie wiele jeśli powiem, że Warren Schatz, amerykański wokalista i kompozytor, jest w naszym kraju postacią dość anonimową. Nie zmienia tego chyba nawet fakt, że wystąpił w 1972 r. na festiwalu w Sopocie, zdobywając przy okazji nagrodę dziennikarzy. Nie zmienia tego chyba nawet to, że jeden z jego dwóch albumów, jakie są w obiegu, wydany został nakładem Polskich Nagrań. Ciężko zresztą doszukać się w sieci wielu informacji na jego temat. Kto będzie chciał, ten zajrzy do angielskiej Wikipedii, żeby się czegoś dowiedzieć, a kto będzie chciał, ten może nawet zada sobie trud znalezienia w sieci jego albumów i przesłuchania ich.

A te nazw nie posiadają, datowane są zaś odpowiednio na lata 1972 i 1973, a przynajmniej wszystko na to wskazuje. Łączą w sobie rocka z lat 60. (tak, muzyka brzmi tam mniej więcej na dekadę starszą niż wskazywałby na to rok wydania) i szeroko pojęty easy listening. Ja jestem fanem szczególnie pierwszego z nich (tego wydanego przez Polskie Nagrania), który posiada dwa oblicza, albowiem strona A winyla jest rockowa, a B właśnie easylisteningowa. Z tej drugiej pochodzi zresztą mój schatzowy numer jeden, I Need Your Smile:


Swoją drogą jest to chyba wdzięczny utwór do samplowania; tylko z pamięci mogę wymienić kawałki Łony i Webbera, Wzgórza Ya-Pa-3 w remiksie DJ-a 600V oraz niejakich Homexa i Łkz'a.

0 komentarze:

Prześlij komentarz