piątek, 25 listopada 2011

DYLEMAT: Another Pink Floyd vs. Tede

Pod jedną datą, tj. 2 grudnia, wpisałem sobie do kalendarza dwa koncerty: Another Pink Floyd w Leśniczówce oraz Tedego (plus kilku innych) w Rondzie Sztuki. Powstaje więc dylemat, gdzie mam postawić moje szanowne stopy. Szczególnie, gdy nie ma opcji, że nie pójdę na nic i o zgrozo, dajmy na to, zostanę w domu. Nie zwykłem marnować takich okazji. W dodatku wybór wcale nie staje się prostszy przez fakt, że i na to i na to miałbym z kim iść.

Za polskimi Floydami przemawia po pierwsze to, że to po prostu muzyka Pink Floyd – nad tym specjalnie rozwodzić się nie trzeba. Coraz mniejsze wydają się szanse na to, że pójdę w styczniu na The Australian Pink Floyd Show, na co mniej więcej dwa miesiące temu miałem ogromne ciśnienie (później już opadło), więc może chociaż częściowo zaspokoiłbym swój głód wysłuchania ich muzyki na żywo chorzowskim koncertem. Tym bardziej, że oglądając ich na YouTubie stwierdzam, że całkiem nieźle dają sobie radę.

Na Tedego poszedłbym zaś dla atmosfery, którą próbuję sobie wyobrazić, po prostu dla beki, no i po troszę z sentymentu – mimo że od dawna już go za bardzo nie słucham, to kiedyś owszem; do dziś zresztą ostały mi się w oryginale albumy S.P.O.R.T. i Esende Mylffon, do tej drugiej płyty śledziłem jego karierę, potem już jednak przestałem. Poza tym, abstrahując od muzyki, lubię Tedego jako człowieka, miło byłoby zbić z nim pionę i dostać autografy na płytach. Jedyne, co mnie nie zachęca to fakt, że będzie to koncert promujący jego mixtape, a nie koncert po prostu. A przynajmniej raz w życiu chcę być na evencie z nim w roli głównej, więc być może warto sobie tę możliwość zostawić na inną okazję.

Odpowiedź nastąpi już wkrótce.

0 komentarze:

Prześlij komentarz