piątek, 25 listopada 2011

CO PRZEDE MNĄ: One Love Sound Fest 2011 (Hala Stulecia, Wrocław, 26.11.2011)

Czyli jeden z zaledwie dwóch obowiązkowych dla mnie festiwali, na których co roku muszę się pojawić (drugim jest Tauron Nowa Muzyka). Patrząc na line-upy można być raczej pewnym, że muzycznie będzie na najwyższym poziomie, a i atmosfera panująca tam wcale nie jest gorsza.

Początkowo jednak byłem delikatnie zawiedziony tegoroczną listą wykonawców, brakowało mi do dopełnienia całości jeszcze jakiegoś jednego dużego nazwiska tudzież nazwy, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że organizatorzy zaserwowali nam artystów takiego kalibru jak Mesajah, EastWest Rockers czy StarGuardMuffin, podczas koncertów których będę trzymał się jak najdalej od sceny głównej. Niestety jednak musi być głośno i chwytliwie, więc trudno się spodziewać czegoś dla bardziej wybrednych.

Na co głównie czekam? Bez wątpienia na Dub Incorporation. W mojej ocenie biją na głowę całą resztę line-upu. Czekam też oczywiście na Alborosiego, największą gwiazdę tegorocznej edycji, którego nie wielbię jakoś szczególnie, ale cenię go sobie, bo śpiewakiem jest nieprzeciętnym. Ciekaw też jestem Etany, która studyjnie wypada dla mnie bladziutko; nie licząc może trzech utworów jej muzyka po prostu mnie odrzuca, jednak jestem pewien, że na żywo, z bandem, będzie to już zupełnie co innego. Zagadką jest dla mnie Pablo Moses, który owszem, dobre rootsy ma, ale niekoniecznie musi mnie zaskoczyć tak jak The Mighty Diamonds rok temu (którzy, moim zdaniem, pozamiatali wszystko), może też mu być bliżej do niewypału pokroju również zeszłorocznego Lee "Scratch" Perry'ego. Jest też w sumie Jahdan Blakkamoore łączący reggae z dubstepem, czyli teoretycznie pozycja dla mnie obowiązkowa, ale szału ni ma; przejdę się jednak pewnie go zobaczyć choć na chwilę.

To chyba tyle z wykonawców zaznaczonych u mnie grubą czcionką, mam oczywiście jednak nadzieję, że spoza tej listy coś mnie zaskoczy. Pozytywnie.

0 komentarze:

Prześlij komentarz