poniedziałek, 28 listopada 2011

ALBUM: L.U.C - Planet LUC: Energocyrkulacje


Czyli o tym, że warto dawać drugie szanse i o tym, jak ta płyta się uratowała. Dosłownie.

Nie spodziewałem się, że pierwszy na tym blogu wpis o polecanym albumie będzie dotyczył L.U.C-a, z którym mam już mało wspólnego, ale życie, jak widać, lubi niespodzianki.

L.U.C przejadł mi się całkowicie przeszło rok temu, kiedy jego teksty, przeintelektualizowanie i alternatywność do bólu przestały do mnie trafiać. Miałem nawet próbę przesłuchania jego zeszłorocznego PyyKyCyKyTyPff, ale zakończyła się ona klapą, nie dotrwałem nawet do połowy. Słyszałem zresztą, że ostatnio wydał kolejny album. Niestety, nie znam nawet jego nazwy.

Sprawa jednak nie o tym. W maju zeszłego roku, tuż po premierze omawianych tu Energocyrkulacji, o których nie miałem nawet pojęcia, zobaczyłem ten album w Empiku, po czym bez chwili wahania wziąłem go z półki i w ciemno kupiłem (takim kiedyś byłem fanem L.U.C-a). Przesłuchałem go tylko raz, nie zapamiętując niczego wartego uwagi, i odłożyłem. Kilka dni temu zaś, po ponad roku bezczynnego leżenia na półce, płyta poszła na odstrzał do sprzedania na Allegro. Jako że jednak przesłuchałem ją tylko raz, dałem mu jeszcze jedną szansę – nie zaszkodzi przed sprzedaniem jeszcze raz włączyć Energocyrkulacje.

I co usłyszałem? Genialną remiksową kompilację. Zbiór utworów dopracowanych, które weszły na płytę nie przez przypadek, a całkowicie słusznie i w przemyślany sposób. I przede wszystkim różnorodność, która pokazuje, że da się L.U.C-a ugryźć na wiele sposobów. Jest tu m.in. akustycznie (Krzysztof Pełech), jest lekki drum'n'bass (Ortalio Music), jest genialny kawałek dubowy (wyprodukowany przez Yara; ci, łącznie ze mną, którzy znają go tylko z Rowerów dwóch, mocno się zdziwią), jest dobry hip-hop, zwłaszcza Magiery i L.A. z duetu Whitehouse (szczególnie O półobrocie Czaka tego drugiego robi wrażenie), jest chillout (niezawodny Smolik), jest nu-jazz/downtempo (Gitbit Papilot), jest rock (Nushee), jest nawet industrial (Hedejk), jest wreszcie niezliczona ilość wszelkiej elektroniki, łącznie z momentami dubstepowymi – tu wymienić trzeba remix Biczmusica, a także mojego faworyta, Alana Moore'a, który wziął na warsztat Reżim pana Cykacza – efekt znajdziecie poniżej; swoje prawdziwe oblicze zyskuje on jednak przy naprawdę podkręconych basach.


To, co wymieniłem, to zawartość jedynie pierwszej płyty z dwóch składających się na Energocyrkulacje. Druga to zbiór remiksów "zdolnych i otwartych debiutantów", co słychać, bo nie jest już taką petardą jak CD1, co nie znaczy jednak, że nie jest warta uwagi. Jedynym zgrzytem jest kawałek, w którym acapella w wielu momentach krzywo wchodzi w bit, ale być może nie znam się ja na dzisiejszych trendach.

0 komentarze:

Prześlij komentarz